W klimat Świąt Bożego Narodzenia lubię wprowadzać się powoli. Lampki zawieszone na regale zaczynają świecić częściej, świeczki zamieniam na te o zapachu piernika, zaczynam kupować mandarynki, a gdzieś na regale stoi już pierwsza figurka renifera. Wszystkiego po trochu – by magię świąt wdrożyć łagodnie. Nieodłącznym elementem jest również stworzenie przeze mnie listy świątecznych filmów, (które mam zamiar obejrzeć wraz z partnerem – oczywiście przy skrzynce mandarynek) oraz poświęcenie czasu na lekturę około świątecznych książek. W tym roku w moje dłonie wpadła antologia opowiadań pt. Świąteczne Namiętności.

Zamiast skrzypiącego przyjemnie śniegu – śnieżna breja

Tytuł? Wydawać by się mogło, że świąteczny. Okładka? Świąteczna. Tytuły opowiadań? Powiedzmy, że świąteczne. Nawet zakładka, którą można wyciąć ze skrzydełka książki (co jest miłym akcentem) jest bożonarodzeniowa (seksowny Mikołaj zawsze na +). Niestety, bardzo się pomyliłam.

Pierwsze dwa opowiadania zaczęły tworzyć w mojej głowie pytanie: Czy aby ktoś nie pomylił okładki z treścią? Gdzieś tam mignęła ubrana choinka i zapowiedziana uczta wigilijna, ale kilkutygodniowy trup wstający z zamrażalki oraz zabójstwo na Placu Czerwonym z tego klimatu wybiło mnie kompletnie. Potem niestety było tylko gorzej.

Pewne schematy są okej

Poznanie kelnerki bo wylała na kogoś kawę jest oklepane. Tak samo jak złapanie kogoś gdy ten poślizgnął się na śniegu lub pomylenie jednego Mikołaja z drugim. Ale gdy towarzyszy temu padający śnieg, zmarznięty nos i pierwsza gwiazdka ma to w sobie pewien klimat. W przeczytanej przeze mnie antologii, niektóre opowiadania nie dzieją się nawet w grudniu… A jeśli są już nawet umiejscowione w ostatnim miesiącu roku to ich fabuła równie dobrze mogłaby się dziać w lipcowe popołudnie.

Nie będę streszczała wszystkich opowiadań. Jeśli chodzi o te najlepsze z najgorszych to: najbardziej podobało mi się opowiadanie Miłość (Agata Suchocka) oraz Przystanek Zakopane (J. B. Grajda). Można w nich było poczuć to COŚ. Najgorzej, w mojej opinii, wypada Druga miłość (E. Folwarska), Sprawdź go (P. Strzałkowska) oraz Magenta (P. Świst). Zbiory opowiadań to zawsze pudełko czekoladek bez opisu co w nim się znajduję. Tutaj trafiłam jednak na takie, które nie zasmakowały mi najlepiej.

Podsumowując

Jestem rozczarowana. Świąteczne namiętności są świąteczne i namiętne tylko z nazwy. Są jakieś pocałunki, motylki w brzuchu, trochę romantyzmu i sceny uniesień (opisane lepiej i gorzej). Ale brakuje temu wszystkiemu chociaż uroku zimy i padającego śniegu. Dwa czy trzy opowiadania nie są również zamkniętą całością. W jednym mamy komunikat, że ciąg dalszy nastąpi, a w pozostałych, że dalsze lub wcześniejsze perypetie bohaterów można poznać z innej książki bądź opowiadania.

Jeśli chcielibyście przeczytać coś w bardziej w klimacie świąt to mogę polecić wam: Grzeszne święta czy Wigilijne opowieści. Choć nie przepadam za oceną liczbową to tutaj mogę dać szczere 3/10 bo trzy opowiadania z dziesięciu dało radę przeczytać i jakoś wczuć się w klimat Świąt. W zderzeniu z pozostałymi muszę przyznać, że beknięcie Mikołaja miało by w sobie więcej magicznej aury.

Za możliwość przeczytania i podzielenia się z Wami opinią dziękuję Wydawnictwu Akurat.

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: