Początek grudnia. Za oknem klimatu Świąt ani widu ani słychu. Zgadza się – niektóre domy obwieszone lampkami święcą się już z dobrego kilometra. U znajomych widzę stosy piętrzących się prezentów. W sklepie standard – stado czekoladowych Mikołajów (mam wrażenie, że one stoją tam cały rok) przygląda się moim pozostałym zakupom zastanawiając się czy jeden albo dwa nie znajdą miejsca w moim koszyku. Kevin po raz setny sam w telewizji. A mi nadal czegoś brakuje.

Jeśli miałabym określić za czym tęsknie i czego wyczekuję od tego grudniowego miesiąca to są to dwie rzeczy. Śnieg i magia. Chciałabym w końcu wstać skoro świt, wyjrzeć przez okno i ujrzeć przelatującego nad moim domem Mikołaja (nie z czekolady), który strąca biały puch z pobliskich drzew. Dziecięce marzenia? Pewnie tak. Ale kto ich nie ma 🙂 Jako, że w klimat świąt trzeba się nastroić są ku temu dwie sztuczki. Dobre wino albo dobra książka. A najlepiej w pakiecie. Tym razem w moje dłonie wpadła książka, która pomogła mi zrozumieć jedno. Magia Świat istnieje, wystarczy chcieć ją ujrzeć 🙂

Wigilijna wieczerza inna niż wszystkie

Tradycja mówi jedno: zostawmy jedno miejsce dla niespodziewanego gościa. Obyczaj ładny, choć u mnie nie praktykowany – nikt nigdy do drzwi się nie dobijał. Czy jednak bym takiego gościa przyjęła? Pewnie tak. Ale co w sytuacji gdy do waszych drzwi zapukałoby na raz 12 osób? I bez obaw o jedzenie – oni przynoszą własne. W dodatku z własną historią. I chcą się jednym i drugim z wami podzielić. Zainteresowani?

Tematem głównym „Wigilijnych opowieści” są dania, które w mniejszym bądź większym stopniu, przypominają nam o Świętach Bożego Narodzenia. Na początek sceptycznie podchodziłam zabiegu, gdzie motyw jest z góry nakreślony – tak jak było to w przypadku PS I życzę Ci dużo miłości. Jednak ciekawość wzięła górę i zaryzykowałam. Sięgnęłam najpierw po jedno, potem po drugie, po piąte „danie” i następne aż do końca, które sprezentowali nam polscy autorzy. Z różnych zakamarków gatunków literackich: kryminał, romans a nawet fantastyka. Czyli każdy znajdzie coś dla siebie, prawda?

„Życie jest jak torebka foliowa. Wierzysz, że będzie trwać wiecznie, ale może się rozerwać w najmniej spodziewanym momencie.”

Jeszcze jeden kawałeczek opowiadania, kochanie?

Kto przesiaduje dłużej na moim blogu ten wie, że gustuję bardziej w powieściach z pazurem i romansem. Tutaj tego nie uświadczycie. To co książka ma nam do zaoferowania to istny roller coaster zabawy emocjami. Gdy usiadłam z uśmiechem do pierwszego opowiadania, pod koniec miałam zaszklone oczy. Następnie opowiadanie przyprawiło mnie o kilka szczerych uśmiechów a jeszcze kolejne sprawiło, że poczułam się niczym rasowy detektyw. I tak do końca. Pędząca sinusoida, na której bawiłam się naprawdę dobrze.

Dania wigilijne mimo, że musiały się tam znaleźć, nie są punktem nad którym dany autor, bądź autorka skupia się w 100%. Jest ono w tle, pomiędzy krzykami rodziców, śmiechem dzieci czy w rękach bezdomnego, który akurat ukradł karpia. Za tymi daniami stoi historia. To tak jak patrzysz na tą sałatkę i wspominasz z uśmiechem, że babcia Krysia zawsze robiła najlepszą, a tamten karp nigdy nie smakował wujkowi Stefanowi. Tak jest właśnie tutaj. Jedne historie są smutne, inne radosne a inne powodują podniesienie brwi i wymowne milczenie.

Najedzona, ale bez niestrawności

Przyznam wam się szczerze, że nigdy nie sięgam po wszystko co leży na stole podczas Wigilii. Nie, że nie dbam o linię – wolę karmić uszy dobrymi opowieściami. Zawsze ktoś sobie coś przypomni o czym wcześniej nie mówił, a nawet jeśli to i tak z chęcią go wysłuchamy. Gdyby w moim progu stanęło 12 – nazwijmy ich – pielgrzymów z słoikiem śledzi, butelką ajerkoniaku, blachą sernika i piernikami – wpuściłabym ich bez wahania. Bo chciałabym poznać ich historię.

Jasne, jedne dania wyszły komuś mniej, inne komuś lepiej. Tak jak w prawdziwym życiu. Ale jeśli chodzi o opowiadania – tutaj nie musicie martwić się o niestrawność. Najwyżej przerzucisz kilka stron do przodu, by potem do nich wrócić. Czy polecam ten zbiór opowiadań? Tak. Mimo, że z niektórymi gatunkami literackimi mi nie po drodze, to każde jedno było na swój sposób urokliwe.

Na koniec jeden cytat, który szczególnie zapadł mi w pamięć. Który przypomina o tym, że Święta bez śniegu i Mikołaja to nadal Święta 🙂

„Nie kochaj umarłych, tylko o nich pamiętaj. Kochaj żywych”

Dziękuję serdecznie za możliwość przeczytania i podzielenia się recenzją Wydawnictwu W.A.B.

 

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: