Kiedy zaczynają się dla was Święta Bożego Narodzenia? Wieczorem 23 grudnia przy wigilijnym stole czy rankiem 24 gdy papier z prezentów zaczyna fruwać wszędzie dookoła? Być może święta zaczynacie czuć tuż po pierwszym śniegu w połowie grudnia, lub pod koniec listopada, gdy sklepowe półki zaczynają przypominać pracownie Świętego Mikołaja? Ja osobiście wiem, że zbliża się ten czas, gdy na ekranie w telewizji pojawia się reklama Coca-Coli 🙂

Mam wtedy ochotę na przygotowywanie świątecznych potraw, dekorowanie domu, pakowanie prezentów oraz puszczanie świątecznych przebojów. Często wtedy sięgam po świąteczne filmy czy książki, które powoli nastrajają mnie na ten wyjątkowy okres w roku. Tym razem w moje dłonie wpadł zbiór opowiadań polskich autorek pod tytułem: PS I życzę Ci dużo miłości. Choć nie byłam nigdy fanką krótkich opowieści postanowiłam dać im szansę. Czy osiem krótkich historii przybliżyło mi magię świąt?

8 zagubionych kartek

Opowiadania ze zbioru mają jedną cechę wspólną: zagubione kartki świąteczne zostają odnalezione, czy trafiają umyślnie, do odbiorców po kilku czy nawet kilkunastu latach. Magia świąt? Być może. Przypadek? Jak najbardziej, i to w ilości hurtowej. Przyznam wam szczerze, że mimo okładki i poczucia, że to świąteczna książka nie potrafiłam we wszystkich znaleźć tego świątecznego pierwiastka.

Kilka z opowiadań mogło by równie dobrze dziać się w marcu czy sierpniu. Owszem, pojawiają się nieśmiałe opisy choinki czy świątecznych dekoracji – niestety często się też na tym kończy. Brakowało mi skrzypienia śniegu, potłuczonych bombek czy nawet opisu Mikołaja (był on wspomniany chyba tylko raz, w jednym opowiadaniu). Może dwa czy trzy opowiadania sprawiły, że poczułam to coś. A, no i najważniejsze – w żadnej nie było mandarynek, które przecież muszą zagościć w naszych domach przed Bożym Narodzeniem 😛

Przypadek? Nie sądzę.

Mam wrażenie, że mając narzucony z góry temat (zagubiona kartka, list, pocztówka) ciężko czasem stworzyć historię, jaką by się naprawdę pragnęło i to w dodatku na raptem 40 stronach. Dochodzi wtedy do momentu gdy czytając po raz kolejny o tajemniczej kartce sprzed lat ma się wrażenie, że już się gdzieś to czytało – niestety w tym przypadku kilka stron wcześniej. Choć opowiadania dotyczą nie tylko miłości ale również przyjaźni czy nawet dziecięcego marzenia, zbyt wiele w nich zrządzenia losu. Jasne, takie opowiadania powinny skończyć się dobrze. Lecz gdy nagle okazuje się, że wszyscy bohaterowie wpadają na siebie od tak, lub gdy znamy zakończenie już po kilku stronach wypada to w całej mojej ocenie średnio. Ile razy można użyć zabiegu, że ktoś prawie kogoś potrącił, przypadkiem się przy kimś poślizgnął lub ku niewiedzy innych każdy mieszka obok siebie przez kilka lat nieumiejętnie szukając się nawzajem.

Opowiadania, które najbardziej zapadną mi w pamięć to na pewno Zapach pieczonych jabłek – Nataszy Sochy oraz Kłębek wskazidrożek – Magdy Knedler. Również Zgubione życzenie  – Małgorzaty Wardy zasługuje na plus, choć zabrakło mi w nim porządnego zakończenia. Pozostałe opowiadania niestety nie zapadły na dłużej w mojej pamięci. Jednak z tego co wiem, w zbiorach opowiadań często jest tak, że nie każde jest sobie równe. Jeśli zdecydujecie się na lekturę tej książki na pewno odkryjecie coś dla siebie.
Czyta się ją szybko i przyjemnie, znajdzie się również moment na nieśmiały śmiech czy małą łzę wzruszenia.

Za możliwość przeczytania i podzielenia się z wami opinią dziękuję 
Wydawnictwu Muza ♥

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: