Ta kobieta ma wszystko. Kochającego męża, dwie wspaniałe córki, piękne mieszkanie (oraz dom), a w życiu zawodowym dotknęła niemal szczytu.
Co spowodowało, że Romy (Nicole Kidman) ulega swojemu o wiele młodszemu stażyście (Harris Dickinson)? Czy mając władzę nad wszystkim można zapragnąć, by ktoś tę władzę w końcu przejął?
Zapraszam do recenzji filmu Babygirl.
Z rodziną dobrze tylko na zdjęciach?
A najlepiej na tych świątecznych, robionych raz do roku? W tym przypadku chyba nie. Pierwsza scena filmu to scena seksu dwojga, wydawałoby się, kochających się ludzi (w roli męża – Antonio Banderas). Tyle, że chwile później Romy musi dokończyć sama. W kuchni, na podłodze, oglądając wyuzdane porno. Po tym właśnie fragmencie myślałam, że będzie TEGO więcej. Trochę się jednak rozczarowałam. Chociaż może nie… może tylko trochę?
Ale może zacznijmy od początku: praca – dom – praca – dom. Tak można podsumować życie Romy. Nie jest to zły układ i chyba każdemu (zarówno rodzinie jak i firmie) odpowiada. Idealny work-life balance? Z wierzchu zapewne tak to wygląda, ale im bardziej zagłębiamy się w fabułę, tym więcej widzimy ukrytych rzeczy – rzeczy, których nie chce widzieć nawet główna bohaterka. Wszystko zmienia się gdy przez przypadek. Romy, jako szefowa firmy, trafia na listę mentorów – tę okazję wykorzystuje młody stażysta.
Posłuszeństwo wobec podwładnego
Oglądając zwiastun filmu powiedziałam sobie „O. W końcu jakaś ciekawa, intymna i niegrzeczna relacja na podobiznę Greya” (365 dni było tylko ciekawostką i to nawet niezbyt ciekawą). W dodatku to starsza kobieta i młodszy mężczyzna – zatem taki Grey w lustrze i dodatkowo odwróconym. Relacja jest podobna – Grey pragnął kontroli nad drugą osobą, Romy natomiast potrzebuje, by ktoś tę kontrolę przejął. I z punktu socjologicznego ma to sens. Jeśli dana osoba ma władzę nad wszystkim dookoła, to w pewnym momencie zapragnie poczuć się zdominowaną (od razu przypominał mi się też serial Bonding, w którym, choć na mniejszą skalę, również było to opowiedziane).
Romans wisi na włosku od pierwszego spotkania. Na bardzo cienkim włosku – a na drugim jego końcu wisi związek i kariera zawodowa kobiety. A wystarczy tylko jeden telefon. Mimo to Romy ryzykuje i pozwala… no właśnie – pozwala stażyście czy sobie samej na więcej? Kto tak naprawdę pragnie tej relacji? Czy to szefowa oddała kontrolę czy on ją przejął? Czy wyuzdane fantazje o chodzeniu na czworaku i piciu mleka z miski są sposobem na odreagowanie pracy czy ma to jakieś inne podłoże?
Spodziewałam się czegoś bardziej…
…zmysłowego, grzesznego, odważniejszego. Film sam w sobie na pewno jest intymny – nazwałabym go „gęstym” od atmosfery. Jak obserwowanie z ukrycia dwójki ludzi , którzy zaraz będą uprawiać seks albo się pozabijają. Nie zobaczymy tu jednak wielu scen seksu bo nie o seks tu chodzi. Chodzi o relację, radzenie sobie z problemami i potrzeby rozmawiania o nich – bo czy dało by się uniknąć romansu gdyby Romy była bardziej szczera ze swoim mężem? Czy gdyby nie ”okazja” to nie doszło by zdrady?
Czy, i jak długo, można ukrywać przed sobą samym rzeczy, które nie dają nam spokoju? Film nie odpowiada na te pytania lecz daje argument by zacząć o tym wszystkim rozmawiać.
PS: To moje subiektywne odczucie ale nie do końca spodobał mi się „filtr” filmu – był za bardzo ziarnisty.
PSS: No i dialogi – często urywane, niewypowiedziane do końca. Ale może po prostu tak to miało wyglądać.
Trailer filmu:
Ulepszmy razem blog!
Wypełnij anonimową ankietę






