Grzeszne święta to kolejny zbiór opowiadań, utrzymanych w klimacie grudniowych świąt, który właśnie trafił na mój regał. Za oknem, pod koniec listopada, próżno szukać zaśnieżonych ulic, świecących się choinek i Mikołaja wraz ze stadem reniferów. By wczuć się w odpowiedni klimat nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po odpowiednią książkę. Kto z nas nie marzy o świętach, którym towarzyszył biały puch lecący z nieba? W takich chwilach trzeba uciec się do wyobraźni, którą dobra lektura potrafi odpowiednio rozbudzić.

Wcześniej recenzowałam tom opowiadań ”PS I życzę Ci dużo miłości”, który szczerze mówiąc nie porwał mnie w całości. Tym razem pora na Grzeszne święta. Dodanie pikanterii do historii oraz sporej szczypty humoru czyni tę książkę lepszą? Czy w tym tomie zmarznie nam nos, porzucamy się na śnieżki i ujrzymy Mikołaja z pełnym workiem… prezentów? Zapraszam do recenzji 🙂

Klimat świąt z odrobiną pikanterii

Zacznę od tego, czego najbardziej oczekiwałam od książki – klimatu świąt. W porównaniu z poprzednim tomem, tutaj jest go zdecydowanie więcej. Towarzyszy on nam praktycznie od pierwszej do ostatniej strony. W każdym opowiadaniu, dana autorka potrafiła wpleść umiejętnie jakiś opis, zdarzenie, w którym mogłam powiedzieć ”Okej. Czuć tutaj Święta Bożego Narodzenia!”.

Znalazło się także miejsce na humor i pikanterię – czyli połączenie, które lubię najbardziej. Nie było określonego tematu, myśli przewodniej, więc pole manewru było dowolne. Po opisie książki wiedziałam, że nie będzie to również lektura, którą grzeczna dziewczynka powinna czytać do łóżka. Chyba, że chce dostać rózgę od Mikołaja. Na szczęście niegrzeczne dziewczynki wiedzą, że i takie prezenty sprawiają przyjemność… 😉

Świąteczne zawirowania

O czym konkretnie są opowiadania? Znalazło się miejsce na śledzenie pewnego elfa, kilku kłótni z sąsiadem obok, źle zapakowanych świątecznych zakupów oraz zepsute auto w trakcie podróży. Nie zamierzam wam ich recenzować wszystkich po kolei – wolę to zrobić jako podsumowanie całości. A całość wypada w mojej ocenie bardzo dobrze. Historie nie są jednoliniowe i czasem nieprzewidywalne. Mimo miejsca na kilkadziesiąt stron, autorki zbudowały odpowiedni nastrój, bohaterów i akcję, która być może kiedyś wydarzyła się w rzeczywistości 🙂

Najbardziej z opowiadań spodobały mi się ”Świąteczne przepychanki” Anny Wolf oraz ”Uwiedzeni smakiem” Anny Szafrańskiej. Ciekawy pomysł miała również Marta W. Staniszewska w opowiadaniu ”Listy niegrzecznych”. Lubię zabawne historie, którym towarzyszy cięty język jednego z bohaterów – tutaj tego nie brakowało. W każdym opowiadaniu mamy również wątek erotyczny, który jest opisany w przyjemny, subtelny i smaczny sposób, także nie powinien nikogo zrazić 🙂 A jeśli już o smaku mowa…

Przepis na uśmiech

Są jeszcze dwie sprawy, o których nie mogę nie wspomnieć oceniając tę książkę. Do każdego opowiadania mamy dołączone ręcznie pisane życzenia od autorek – co jest strasznie miłym akcentem. Drugą rzeczą, która mi się szczególnie spodobała to pomysł z dodaniem przepisów na końcu opowiadań! Pierniczki, paszteciki, muffiny i inne pyszności wykonane przez bohaterów książki, kojarzących się z nadchodzącymi świętami możemy wykonać również w swoich domach. Mała rzecz – a cieszy 🙂

Jeśli się zastanawiasz czy kupić Grzeszne święta – polecam z czystym sumieniem. Był klimat świąt, był humor, było kilka wypieków na policzkach (nie koniecznie z powodu zimna). Lekka lektura w sam raz po świątecznym obżarstwie (i nie tylko).

Za możliwość przeczytania i podzielenia się z wami opinią dziękuję
Wydawnictwu Akurat

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: