Szukasz może pozytywnych wibracji? Zatem trafiłaś doskonale. Markę Iroha możecie kojarzyć z mojej wcześniejszej recenzji uroczego gadżetu jakim niewątpliwie jest  brzoskwiniowy, niewielki wibrator Zen Hanacha. Tym razem chcę podzielić się z wami swoją opinią na temat masażera łechtaczki – Iroha Mini Ume Anzu. To niewielki gadżet, który robi wielkie rzeczy.

Wibrujący masażer łechtaczki Iroha by Tenga, Mini Ume Anzu

Producenta możecie kojarzyć też z tego powodu, że jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców akcesoriów erotycznych na świecie. By dostarczyć przyjemności również kobietom powstała seria gadżetów Iroha, gdzie znajdziemy zabawki, które wyróżniają się na tle innych szczególnie designem i wyjątkową strukturą. Ostatnio w moje ręce dostał się masażer, który kusił mnie od bardzo dawna. Głównie ze względu na swoje niewielki rozmiary, by móc zabierać go ze sobą w różne miejsca. Dyskretny wygląd również był niewątpliwym plusem.

Pierwsze wrażenie po rozpakowaniu

W tym przypadku nie miałam za dużo do odpakowania. Producent zapakował gadżet właśnie tak – jak widać na załączonym obrazku. Plastikowe pudełeczko z papierową obwolutą. Przy Iroha Zen wyglądało to o wiele ładniej i estetyczniej. Aczkolwiek nie opakowanie, a to co w nim zawarte liczy się dla mnie najbardziej. Dodam tutaj, że gadżet jest zaopatrzony w baterię AAA. Brak jednak woreczka na przechowywanie przez co albo musimy szanować plastikowe opakowanie albo znaleźć coś innego.

Iroha Mini Ume Anzu, wibrujący masażer łechtaczki | Recenzja

Wrażenia dotykowe? Masażer ten jest niezwykle… twardy. Tak, zupełnie twardy, co jest przeciwieństwem wibratora Zen Hanacha, który jest miękki jak ptasie mleczko od Wedla. Dosłownie. Jak po obłupaniu czekolady! Mimo swej twardości – wiedziałam, że obejdzie się ze mną delikatnie.

Masażer łechtaczki Mini Ume Anzu w praktyce

Ten mieszczący się w dłoni okruszek jest świetnym gadżetem podręcznym. Idealnie spisuje się w podróży, bo zajmuje mało miejsca i mimo małego rozmiaru w zupełności zaspokaja potrzeby. Jestem zadowolona, że się w niego zaopatrzyłam przed wyjazdem na tegoroczne wakacje. Był ze mną i spełnił pokładane w nim oczekiwania. Co najważniejsze – jest jednym z cichszych gadżetów jakie posiadam. Zatem dla osób, które szukają cichego gadżetu na początek lub po prostu mają cienkie ściany czy wścibskich współlokatorów, będzie ok 😉

Jak już wspomniałam o jego głośności to teraz może powiem o wibracjach. Jak na gadżet zasilany baterią AAA nie zawiódł mnie, ale nie oczekiwałam też jakiegoś super mocnego sprzętu, w końcu od tego mam różdżkę Power Wand, która ma moc władania orgazmami. Masażer pracuje w jednym poziomie mocy bez możliwości zmiany trybów. Dla niektórych może to być wadą, aczkolwiek uważam, że jeśli jest się spragnionym przyjemności to ten gadżet w zupełności wystarczy – bez szukania trybu doskonałego, można po prostu wziąć to, co oferuje i bawić się przy tym doskonale.

Iroha Mini Ume Anzu, wibrujący masażer łechtaczki | Recenzja

Dodam jeszcze dobrą informację dla pań, które lubią długie, relaksujące kąpiele. Można połączyć je teraz z przyjemnością, bo Mini Ume Anzu bez obaw można zabrać do wanny (lub pod prysznic). Osobiście przetestowałam go w dwóch kombinacjach – i tu i tu – najbardziej sprawdza się jednak podczas kąpieli. Lubię sobie poleżeć, nie muszę skupiać się na tym żeby się nie poślizgnąć, i po prostu w pełni doświadczać rozkosznego odprężenia. Kształt gadżetu jest wygodny, dobrze leży w dłoni, a jego przycisk odpowiadający jednocześnie za włączanie i wyłączanie jest zlokalizowany w wygodnym miejscu. Prostota jest najlepsza.

Jaki stosować lubrykant i jak czyścić zabawkę?

Masażer ten wykonany został z silikonu medycznego, zatem należy pamiętać by stosować tylko lubrykanty na bazie wody, żeby nie uszkodzić materiału. Co do czyszczenia – jak zawsze, ciepła woda oraz mydło antybakteryjne lub po prostu specjalny środek jeśli takowy posiadasz. Jeśli planujesz zakupić to polecam zapoznać się z recenzjami produktów Fleshlight Wash oraz System JO Naturalove.

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor Paulina

Napisz komentarz

%d bloggers like this: