To już trzeci tom z serii Camorra Chronicles. Wydawnictwo Niezwykłe nie zwalnia tempa i serwuje nam kolejną część jednej z moich ulubionych serii – co zresztą bardzo mnie cieszy. Ciężko się oderwać od mafijnych opowieści i historii poszczególnych członków ich rodzin. Tym razem przyjdzie nam poznać Remo Falcone. Jednego z najbardziej niebezpiecznych i brutalnych osób w rodzinie.

Niespodziewane zagranie

Serafina to 19 letnia kobieta, która wkrótce ma wyjść za mąż. Została obiecana niejakiemu Danilo – mężczyźnie, który (co nie zdarza się często w aranżowanych małżeństwach) jest starczy od niej zaledwie o dwa lata. Nie była przygnębiona ślubem – przeciwnie, ekscytowała się kiedy przyszły mąż miał pojawić się w jej rodzinnym domu kilka dni przed ceremonią. Pogodziła się z tym co ją czeka i chciała poznać mężczyznę, być dla niego najlepszą wersją siebie. Jednak w drodze na własny ślub zostaje uprowadzona i trafia w ręce splamione krwią, silne i rządne zemsty…

Remo – to mężczyzna, który popełnił chyba wszystkie rodzaje grzechów i dopuszcza się kolejnych. Capo Camorry, który jest bezwzględny, przerażający i… okrutny. Nie cofnie się przed niczym, jeśli ktoś zasługuje na kare wymierza ją z rozkoszą i w najgorszy możliwy sposób by zadać najwięcej bólu.

„Potwory nie istnieją, powiedziała mi dawno temu matka, kiedy bałam się sama spać w ciemności i cały czas wchodziłam do łóżka Samuela. Nie uwierzyłam jej, a to było, jeszcze zanim poznałam capo Camorry.”

Syndrom sztokholmski

Serafina nie była aniołkiem – miała diabła za skórą, była nieugięta i nieprzewidywalna. Kiedy trafiła w ręce Remo nie hamowała swoich czynów, nie wahała się przed próbami ucieczki mimo, że każda kończyła się porażką. Miała mocny charakter i właśnie to było dla niego czymś – nie była słaba, a Remo nie lubił słabych kobiet. Ktoś taki jak on również zaczął przejawiać dotychczas nieznane emocje i uczucia.

Serafina nie była tylko pionkiem w grze… Była kimś kto miał na niego jakikolwiek wpływ, co to oznaczało? Remo Falcone, mężczyzna silny, władczy, nie był przy niej sobą. Serafina po jakimś czasie zaczyna traktować jego grę jako coś, co w dziwny sposób sprawiało jej przyjemność. Kiedy dziko ją całował, dotykał, ściskał i próbował przerazić – nie bała się. Kiedy nie wykonał żadnego ruchu dziewczyna zaczynała tęsknić za jego porywczą bliskością. Remo chciał trzymać się od niej z daleka, jednak to nie było takie łatwe. Miał na celu złamać ją, w rezultacie zaczynał się gubić we własnej grze.

Zakazany owoc smakuje najbardziej – właśnie Remo był tym owocem, który Serafina pragnęła skosztować.

Szach-mat

Ona była królową, a on królem. Grali przeciwko sobie. Nie było miejsca na remis – ktoś musiał wygrać. W każdej grze są zyski i straty – o tym które z nich zyskało najwięcej dowiecie się podczas czytania.

Jeśli czytałaś poprzednie części to dobrze wiesz jakim człowiekiem – jeśli można kogoś tak brutalnego tak nazwać – był Remo. Inni byli źli, ale on był zepsuty do szpiku kości. I właśnie autorka w tej części pokazała jak bardzo. Nie brakowało mocnych momentów, zwrotów akcji i trzymania w napięciu – za to cenię autorkę, że czytając jej książki zapomina się mrugać i pochłania się kartkę za kartką. Polecam.

Za możliwość przeczytania i recenzji dziękuję
Wydawnictwu Niezwykłe ♥

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: