– Daleko jeszcze? – pytanie siostry starało zagłuszyć dobywający się z radia jeden z ulubionych utworów taty. – Hm? – cierpliwość nigdy nie była jej mocną stroną.

– Jeszcze półtorej godziny i jesteśmy na miejscu. Właśnie mijamy Sanok – uśmiech ojca i kontakt wzrokowy złapany w tylnym lusterku spowodował lekkie podniesienie się kącików moich ust.

Założyłam słuchawki i raz jeszcze wróciłam do swojej muzyki – jak dobrze, że nie zapomniałam powerbanka. Nie to, że nie znosiłam podróżowania autem – ale trasa na blisko 7 godzin każdemu dałaby w kość. Tyłek chciał mi odpaść a nogi, mimo krótkich przystanków na ich rozprostowanie, powoli zapominały jak to jest chodzić.

Do siostry i jej braku cierpliwości też nic nie miałam. A dokładniej rzecz ujmując – do przyrodniej siostry.

Nasi rodzice poznali się dobrych kilka lat temu w pracy i jakoś tak wyszło, że spiknęli się ze sobą na dobre. Może nie „na dobre i na złe” bo nie byli po ślubie ale żyli ze sobą, mieszkali i byli szczęśliwi. Bardzo cieszyłam się, że znalazł kogoś po stracie mamy. Zasługiwał na kogoś obok i ja nigdy mu tego nie utrudniałam.

Początkowo byłam negatywnie nastawiona do dwa lata starszej „siostry” lecz szybko przekonałam się, że potrafimy nadawać na tych samych falach. Wspólne zainteresowania, tematy i gusta. Na szczęście jednak nie co do wyboru chłopaków – także tutaj nigdy nie miałyśmy konfliktu interesów. Mateusz, nowy wybór Patrycji, w tym roku jechał właśnie z nami. Może jechałby z nami również Grzesiek gdyby nie fakt, że zerwał ze mną tuż przed świętami. Jego strata. Całe szczęście moja kochana siostra potrafiła uratować sytuację i pod choinkę dostałam nowego kolegę, którego zapewne nie poznam nigdy z rodzicami. Kolega miał 25cm wzrostu i był na baterię. Jakoś trzeba sobie radzić… A skoro żaden przedstawiciel płci męskiej nie jechał w moim towarzystwie postanowiłam zabrać go ze sobą w tą miłą podróż.

Jechaliśmy do Brzegów Górnych – do wsi położonej niemal w samych Bieszczadach. Czasem naprawdę trzeba było wszystko pieprznąć i tam wyjechać.

I tak robiliśmy – dwa razy do roku. Raz w okresie wakacyjnym a następnie na koniec roku by, z dala od wszystkiego i wszystkich, świętować Sylwestra oraz nadejście kolejnego roku. Mój tata pochodził z tamtych stron i nadal miałam tam dziadków, którzy zawsze chętnie nas przyjmowali.

Gdy patrzyłam kątem oka na parę siedzącą tuż obok widziałam, że oni też już się niecierpliwią. Przesuwające się dłonie  na kolanach, dwuznaczne uśmiechy i spojrzenia powodowały, że poczułam lekkie łaskotanie i uśmiechnęłam się do odbicia w szybie samochodu witając pierwsze promienie wschodzącego słońca. Już nie daleko…

* * *

– No już myślałam, że nie dojedziecie! Mówiłam, żebyście przyjechali 30 a nie! Uparliście się dojechać rankiem w Sylwestra! – babcia Zosia w przerwach na pocałunki i uściski dawała nam coroczną reprymendę, którą znałam niemal na pamięć. Cieszyłam się jednak znów słysząc jej głos.

– Oj mamo, przestań. Jesteśmy! – Tata starał jednocześnie opowiadać jak minęła trasa oraz rozpakowywać samochód starając się przy tym nie pomylić. – Pracy nie pogonisz. To i tak cud, że dostałem wolne na Sylwestra, wiesz jak jest… – kręcąc głową i wzdychając podał mi dwie torby należące do mnie. – Masz słoneczko. Zanieś wszystko do salonu.

– No już, już. Wchodźcie do środka i szykuje śniadanie. Zbigniew! Dzieci już są! Wstawiaj wodę na herbatę!

Gdzieś z oddali poddasza starego i pięknego domu, przez uchylone okno, doszła odpowiedź dziadka.

Uwielbiałam to miejsce. Drewniany dom z historią, natura na wyciągnięcie dłoni i widok górskich szczytów z okna poddasza to był coś przy czym człowiek zapominał o rzeczywistości. Stałam tak z torbami przewieszonymi przez ramiona gdy kolejna porcja ponagleń babci nie popchnęła mnie ku środku. Zaczynamy zabawę.

* * *

– Ale jak to zalało pokój? – Ilona, macocha, zadała pytanie przy konsumpcji kolejnej kanapki z oscypkiem. Jak jej to mogło smakować?

– Nie wiem. Był Heniek, wiesz ten od tego… i starał się to jakoś załatać ale niestety spojrzy dopiero na to po Nowym Roku. Będziecie musieli zmieścić się w jednej sypialni na poddaszu. Nie dość że grzejnik cały do wymiany to jeszcze dach zaczął przeciekać. Skaranie boskie. A na dziś wieczór zapowiadają burze więc… – dziadek przejął się tym, że nie udało mu się naprawić wszystkiego przed naszym przyjazdem. – Przepraszam. Miałem się z tym uwinąć ale jak nie urok to sr…

– Spokojnie. Jakoś sobie poradzimy – starałam się pocieszyć dziadka i położyłam mu dłoń na ramieniu.

Siedziałam i starałam się grać dobrą miną do złej gry. Miałam te trzy noce spędzić w moim ulubionym pokoju na poddaszu, który należał do mnie od dzieciństwa.

Siostra z racji tego, że dołączyła do rodziny później miała swój na przeciwko – w idealnym odbiciu lustrzanym. Oczywiście nie wliczając w to umeblowania. Ona ceniła porządek a ja, cóż. Tylko geniusz potrafi panować nad chaosem.

– Zawsze mogę spać w salonie, przecież można rozpalić w kominku… – zaczęłam podsuwać pomysł

– Właśnie! Wiki spokojnie może przekimać na dole – siostra też miała plany co do nocy i co do swojego chłopaka. Wcale jej się nie dziwiłam. Matusz siedział obok i wgapiał się w prawie pusty talerz.

– Oj przestańcie. Kilka nocy was nie zbawi. Przynajmniej dzisiaj. Skoro mamy dziś Sylwestra to nie pośpicie za długo, a jutro coś wymyślimy. – tata uciął dyskusję. Jest 11, a trzeba jeszcze podjechać do kilku sklepów i porobić jakieś przekąski. Szampan to w tym domu w ogóle jest? Zapraszaliście tato kogoś na dzisiejszy wieczór?

– No ma przyjść ten, ten Malinowski z żoną co…

Wyłączyłam się z rozmowy. Przepraszająco zerknęłam na siostrę co ona skwitowało to podniesionymi ramionami i skrzywieniem głowy.

Wiedziała, że nie jest to także moja wina. Jedną noc jakoś wytrzymamy. Później coś wymyślimy. Taką miałam nadzieję.

* * *

– Jeszcze lampkę wina? – Ilona po raz kolejny robiła okrążenie po domownikach i gościach dolewając im tego, czego akurat im zabrakło.

Kiwnęłam tylko głową i podstawiłam kieliszek nie odrywając wzroku od telefonu. Szkło napełniło się do pełna. Przeglądałam jak moi znajomi wstawiają zdjęcia z suto zakrapianych imprez w błyszczących kieckach z toną makijażu i lakieru we włosach. Siedząc w luźnych dresach przy palącym się kominku nie miałam im czego zazdrościć.

Dochodziła trzecia nad ranem. W doborowym towarzystwie dziadka i jego opowieści czas płynął szybko.

Gdyby nie huk fajerwerków z pobliskich domostw przegapilibyśmy przybycie Nowego Roku. Zresztą co to był za rok… Dodatkowo widmo spędzenia nocy w sposób odmienny jaki sobie wyśniłam idealnie to podsumowywał. Upiłam kolejny łyk. Starałam się nie mieszać alkoholi lecz i tak znalazłam miejsce na szampana, wino i kilka kieliszków nalewki z czarnego bzu. No i kieliszek bimbru tego Maliniaka co, już sama nie pamiętam, z kim, po co i w jaki sposób coś zrobił czy nie zrobił. Opowieści starszych ludzi. Alkohol pływał swobodnie w moim ciele lecz nadal nie oddawałam mu kontroli nad swoim zachowaniem. Co innego inni. W domu zrobiło się tłoczno. Prócz naszej piątki oraz dziadków znalazło się miejsce dla dwóch starszych małżeństw, sąsiadów dziadków, którym naprawdę zaczynałam zazdrościć zdrowia.

Czas płynął, a ja biłam się z myślami coraz bardziej. Starsza siostra nie ułatwiała mi tego zadania.

Wchodząc co raz do kuchni po nowe przekąski czy powymieniać talerze widziałam jak Mateusz i Patrycja nie za bardzo mają silę pohamować swoich umizgów. Nie dziwiłam się – alkohol ułatwiał kontakt i zbliżenia. Przy mnie chociaż się nie krępowali. Wiedziałam, że niektóre rzeczy mają już za sobą bo nie raz dostawałam 20 zł żebym poszła coś zjeść na miasto i zostawiła ich samych na godzinę albo dwie. Wchodząc do kuchni po raz n-ty po kolejne porcje ciasta i sałatek (kiedy babcia miała czas to zrobić – nie wiem) zauważyłam jak jego dłoń wyślizguje się spomiędzy jej ud. Siedziała na blacie a on stał pomiędzy jej rozłożonymi lekko nogami. Zrobiło mi się gorąco i poczułam wypieki na twarzy.

– Co tam siostra? Jak się podoba zabawa? – wcale nie speszona zawiesiła Mateuszowi ręce na karku i przyciągnęła go bliżej.

Zaczerwieniona wydukałam odpowiedź, że może być i czym prędzej wróciłam do salonu w momencie, w którym dziadek zaczął otwierać kolejną naleweczkę. A gdyby tak. Oni tu jeszcze posiedzą to ja w tym czasie mogłabym…

– Ja będę szła. Padam na twarz – rzuciłam hasło lecz nikt mnie nie usłyszał.

Może to i dobrze. Starałam nie zerwać się do biegu gdy postawiłam stopę na pierwszym stopniu. Będąc w połowie przystanęłam na chwilę upewniając się, że nikt mnie nie woła. Policzyłam do 10 i ruszyłam dalej. Do pokoju, który już zaraz miał stać się pokojem uciech.

Nawet po ciemku nie miałam problemu ze znalezieniem odpowiednich drzwi. Za dzieciaka tyle razy chowałam się podczas zabaw, że mogłabym robić tutaj za przewodnika. Przymknęłam je, prawie zamykając – zostawiłam wąską szparę aby zobaczyć czy ktoś nie zapala światłą na górze. Kilka dodatkowych sekund w obliczu tego co zaraz miało nadejść mogło uratować moją skórę. Byłam lekko wstawiona i mocno podniecona.

Najwolniej, na tyle ile pozwalało mi rozkołatane serce, zrzuciłam ubrania i założyłam koszulkę nocą wraz wygodną bielizną. Nie chciałam robić hałasu i nie zwabiać całej gromady na górę. A ja przecież just wanna have fun… Pomagając sobie wyświetlaczem telefonu przekopałam się przez masę rzeczy, które zawsze znajdywały się w torbie podróżnej, a z których zazwyczaj nie korzystałam. Tak dotarłam do pudełeczka, które skrywało aksamitny worek, który z kolei skrywał mój pierwszy wibrator.

Epizod pierwszego seksu miałam już za sobą więc wiedziałam co i jak – lecz nigdy nie robiłam tego z gadżetem erotycznym. Czas przekonać się czy dobre opinie w Internecie nie były o nim zbytnio przesadzone.

Kładę się na dużym łóżku i przykrywam połowę swojego ciała kołdrą. Musiałam postarać się o łatwy dostęp i jednocześnie o zabezpieczenie w razie wtargnięcia osób trzecich. Choć na razie się na to nie zanosiło. Fala śmiechu z parteru po raz kolejny raz dała mi znać, że impreza się jeszcze nie kończy. Moją natomiast czas zacząć.

Zaczęłam lekko i spokojnie. Wiedziałam, że bez porządnej gry wstępnej nawet masturbacja potrafi być mało satysfakcjonująca. Wibrator, na razie nieruchomy, spoczywał w moich dłoniach i zaczął masować usta. Językiem przejeżdżałam po jego całej, przyjemniej w dotyku powierzchni. Starałam wprawić się jednocześnie w klimat oraz obeznać z jego rozmiarem. Druga dłoń powędrowała w dół, ku cipce, aby przygotować ją na spotkanie z moim nowym kolegą. Nie musiałam długo czekać, by zrobić się mokra. Wibrator penetrował moje usta. Wyobrażałam sobie wiele, może aż za wiele… Wysunęłam go i przytrzymując przycisk wprawiłam urządzenie w wibracje. Już w domu obeznałam się z całym jego repertuarem możliwości i nie czekając na nic przełączyłam na najbardziej dogodny dla mnie tryb. Stopniowo narastające wibrację to coś o czym myślałam przez całe 7 godzin podróży. Teraz miały za zadanie doprowadzić mnie do krawędzi rozkoszy. Odsunęłam na bok materiał majtek i wsunęłam sam początek w rozgrzaną cipkę.

Z ust wydobył się głuchy jęk. Przymknęłam oczy zapominając o całym świecie i wsunęłam go głębiej.

Zaszumiało mi w  głowię – czułam jak przez całe moje ciało przepływają wibracje. Bawiłam się penetrując swoje wnętrze. Wolna dłoń na zmianę podszczypywała sutki i masowała wewnętrzną stronę ud. Nie potrafiłam znieść tego dużej. Gdyby nie alkohol, pewnie doszłabym szybciej. Jak po stopniach na poddasze, moje podniecenie wspinało się do orgazmu. Drażnienie łechtaczki przyspieszało ten proces. Wibrator znalazł wrażliwe miejsce na przedniej ściance i zaczął je dociskać. Byłam na ostatnim stopniu…

– No chodź. Już na pewno śpi – chichot siostry na schodach przedarł się przez szparę w drzwiach.

O kurwa. Momentalnie przewróciłam się na bok, tyłem do drzwi i przytrzymałam przycisk na wibratorze modląc się aby zdążył się wyłączyć. W samą porę. Byłam tak blisko. Tak blisko orgazmu i wykrycia.

– Ciszej głupku, bo ją obudzisz. A tego chyba nie chcesz? – dźwięk otwieranych drzwi i szept tuż za moimi plecami. Momentalnie zaschło mi w ustach.

– Nie. Nie chcę. Jedyne czego pragnę to się z tobą kochać. Na tym łóżku, zaraz za jej plecami. Mam ochotę… – dalszą część wypowiedzi przerwał odgłos pocałunku.

– Wiki? Śpisz? – pytanie, na które nie mogłam odpowiedzieć. Byłam jak sparaliżowana. – Śpi. Wypiła tyle alkoholu, że będzie spać chyba do kolejnego wieczoru. Rozbierzesz się czy Ci w tym pomóc? – zalotny głos Pati zaczął kusić Mateusza.

Leżałam z wyłączonym wibratorem pomiędzy udami  i walącym sercem w piersi zastanawiając się jak mogą tego nie słyszeć.

Miałam otwarte oczy i starałam uspokoić oddech. Słyszałam jak warstwy ubrań lądują tuż obok łóżka. Cichy śmiech, pocałunki i dłonie obcierające się wzajemnie o drugie ciało. Było słychać po ich szepcie, że też wypili dość sporo. Na tyle, że właśnie zamierzają uprawiać seks na tym samym łóżku. Kurwa. Ku swojemu zdziwieniu odkryłam, że początkowe przerażenie, zaczyna przeistaczać się w… lekkie podniecenie. Nie ochłonęłam do końca po zabawie solo, a fala ciepła znów zaczęła napływać do mojej kobiecości. Skarciłam się w myślach i myślałam, że zaraz cała sytuacja się uspokoi i wszyscy grzecznie i smacznie pójdziemy spać.

Czułam, że w środku, zaraz za mną położyła się Patrycja, a Mateusz zajął przeciwległy do mnie skraj łóżka. Byli skierowani  przodem do siebie i sądząc po odgłosach właśnie „gubili” bieliznę. Słuch działał na podwyższonych obrotach gdy kolejne gesty, podszczypywanie i ciche klapsy docierały zza moich pleców. Poczułam, że siostra odwraca się przodem do mnie, a tył zostawia ku zabawie swojemu napalonemu partnerowi. Jej jęk i przygryzienie dłoni świadczyło o jednym – jego kutas właśnie znalazł się w jej cipce.

Wzięłam głęboki oddech i lekko przekręciłam i coś zamajaczyłam przez sen mając nadzieję, że spanikują i odpuszczą.

To jednak wpłynęło na nich jeszcze bardziej. Słyszałam lekkie odgłosy gdy jedna z jego dłoni zacisnęła się na piersi, a druga zakrywała wydobywające się z ust siostry pojękiwania. Słyszałam jak jej pośladki odrywają się od jego bioder, by znów, po krótkiej chwili wolno spotkać się z nimi przy jednoczesnym „ohh” i „ahh„. Nie wiem jak ale Patrycja musiała usłyszeć jak mrugam albo, że nie oddycham jakbym spała.

– Ktoś tutaj jednak nie śpi… – poczułam jak pościel zrywa się z mojego ciała w dół nóg. – Hm? Nie udawaj.

– Jesteście tak głośno, że się po prostu nie da – starałam się udać niewzruszoną. Nadal leżąc do nich plecami  poprawiłam poduszkę pod głową myśląc jak mogę pozbyć się gadżetu spomiędzy moich ud.

– Ale nie  śpisz, bo nie możesz? Ohh! – kolejne jękniecie rozkoszy siostry spowodowało nową falę podniecenia zalewającą mój umysł – Czy nie śpisz, bo nie chcesz? – czułam jak zerka na trzymany w dłoniach wibrator.

Sama zadałam sobie to pytanie w myślach i odpowiedź była jedna. Odwróciłam się do niej i wyrzuciłam z siebie prawdę.

– Nie chcę… – odparłam prosto w jej oczy. Widziałam jak jej ciało rusza się gdy kolejne pchnięcia Mateusza powodowały rozkosz, którą wręcz zaczęła przelewać się na mnie.

– To się nie krępuj. Noc może być długa… – Patrycja zamknęła oczy i przysunęła bliżej do Mateusza oddając mu się całkowicie. Jego pocałunki lądowały na jej barkach, a dłonie masowały nabrzmiałe piersi.

Przytrzymując przycisk przywołałam kolegę znowu do życia. Ich spojrzenia spoczęły na mnie, przeszywając mnie na wskroś i zdzierając ze mnie resztki wstydu. Oblizałam go patrząc na ich reakcję i nadal leżąc bokiem zsunęłam go do miejsca, z którego nie powinien wcześniej wychodzić. Oczy zamknęły się mimowolnie, a alkohol znów dał o sobie znać, gdy przejął kontrolę nad moimi dłońmi. Odpływałam. Oddech przyspieszył a serce zaczęło znów pompować krew w przyspieszonym tempie. Nie chciałam jednak jeszcze dochodzić.

Nagle poczułam dłoń na moim biodrze gdy Patrycja razem z Mateuszem przysunęli się bliżej mnie.

Moją wolną dłoń umieściła na jego biodrze, które było w ciągłym ruchu, a jej palce spoczęły na moim biodrze i przysunęła mnie tak, że nasze piersi lekko zaczęły się o siebie obcierać. Oddychałam przez usta, brakowało mi tlenu by mój umysł zaczął ogarniać co się właśnie dzieje. Przygryzła wargę i wygięła się w łuk gdy chłopak przestał krępować się moją obecnością. Brał ją szybko i zdecydowanie. Wibrator penetrował mnie równie stanowczo. Siostra pokiwała jednak głową prosząc abym jeszcze nie dochodziła. Odsunęła się ode mnie i wyprowadziła mokrego i pulsującego członka z jej cipki.

Przewróciła chłopaka na plecy i zeszła niżej aby zadowolić go ustami. Patrząc na zmianę na mnie i na niego wysuwała i wsuwała penisa pomiędzy swoje wargi. On leżał z zamkniętymi oczami i zapewne też starał się nie dojść. Ja sama drażniłam się i odwlekałam nieuniknione czekając na znak przyrodniej siostry. Wibrator pokazywał co potrafi przeskakując na najmocniejsze wibracje i znów odnajdując magiczny punkt na przedniej ściance. Jęknęłam na co Patrycja odpowiedziała mruczeniem.

Wypuszczając rozgrzanego członka z ust, nadal trzymała go w dłoni wprowadzając  w siebie w pozycji na jeźdźca.

Dłonie Mateusza zacisnęły się na jej pośladkach i zaczęły podnosić ją i opuszczać. Coraz szybciej i mocniej. Byli na finiszu. Ja przewróciłam się na brzuch wypinając tyłek. Fantazjowałam, że ktoś bierze mnie od tyłu. Że zamiast wibratora wsuwa się we mnie członek w pełnej erekcji, drażniąc moje wnętrze. Byłam cała mokra, czułam jak koszula nocna klei się do mojego ciała. Widok pieprzącej pary obok działał na mnie jak narkotyk. Widziałam jak facet przyspiesza i jeszcze mocniej zaciska dłonie na jej biodrach. Jak pieprzy ją bez opamiętania. Dźwięk uderzeń i jej jęki doprowadzały całą naszą trójkę do wspólnego orgazmu.

Nie było już odwrotu. Poczułam zaciskającą się na moim tyłku kobiecą dłoń gdy kutas Mateusza wyrzucał z siebie nasienie wprost w wnętrze siostry. Upadłam na bok drżąc i nie mogąc kontrolować swoich ruchów. Mimo temperatury poczułam na skórze gęsią skórkę.

Para obok mnie łapała ostatnie porcje tlenu, które zostały w pokoju, który teraz pachniał seksem. Przyrodnia siostra opadła tuż obok mnie.

– Dobranoc – szepnęła i odwróciła się do mnie plecami.

* * *

Obudziłam się i na chwilę wstrzymałam oddech. Nikogo nie było w łóżku. Złapałam za telefon leżący na szafce nocnej. Jasność wyświetlacza ktoś podkręcił chyba na złość – pewnie kac morderca. Zaraz 12 a mnie nikt nie woła na śniadanie? Położyłam się na plecach i zawiesiłam wzrok na suficie. Drzwi do pokoju były lekko uchylone i usłyszałam trzaskanie talerzy wraz z gwizdaniem czajnika, który pewnie przed chwilą wyrwał mnie ze snu. Czy to wszystko było snem?

Nie fantazjowałam nigdy o „trójkącie” ale wspomnienie tego co zdarzyło się raptem kilka godzin temu przyprawiło mi uśmiech, który nie zszedł mi już do końca naszego wyjazdu.

Przekręciłam się na bok i położyłam dłoń na miejscu, na którym jeszcze nie tak dawno…

– Wiktoria! Śpisz jeszcze!? – głos taty przedarł się na poddasze. – Śniadanie na stole!

– Już nie! Idę, idę… – wstałam i z bólem głowy lecz lekkim uniesieniem ubrałam się i zeszłam na dół.

Co prawda kolejne noce spędziłam już sama – na kanapie przy kominku. Bez wibrującego przyjaciela oraz bez siostry i jej chłopaka. Nie wracaliśmy do tego. Nie rozmawialiśmy. Udawaliśmy, że to co się zdarzyło na zawsze pozostanie w ścianach tamtego pokoju. Tak po prostu było lepiej.

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: