Corinne Michaels – autorka, która potrafi tworzyć historie zapadające w pamięć na bardzo, bardzo długo. Do tego emocje, które towarzyszą czytaniu, są zawsze… jakieś. Smutek, wzruszenie, radość – to wszystko można znaleźć w jej dziełach. Autorka należy do moich ulubionych pisarek, dlatego od razu wyraziłam zainteresowanie egzemplarzem recenzenckim, od Wydawnictwa Muza, któremu serdecznie dziękuję. Jak Corinne poradziła sobie w krótkiej formie?

Złamane serce w prezencie

Głównymi bohaterami lektury są Holly Brickman oraz Dean Pritchard. Kobieta nie lubi Świąt. Ma oczywiście swoje powody, przez które te dni nie są dla niej czymś przyjemnym i wartym uwagi. Jednym z nich jest na przykład to, że jest… sama. Przed dwoma laty jej chłopak postanowił zerwać zaręczyny. Od tego czasu Holly nie lubi Świąt i nawet Bogu ducha winnego Świętego Mikołaja. Została ze złamanym sercem, które jest w stanie skleić tylko prawdziwe uczucie.

Dean jest kolegą z pracy Holly. Pewny siebie, choć nie arogancki. Stara się robić wszystko jak najlepiej. I jeśli chodzi o relacje tych dwojga… Zgadza się – zrobili to – przespali się ze sobą i był to najlepszy seks w ich dotychczasowym życiu. Ich obecna sytuacja jest dość zabawna. Ona się w nim podkochuje ale wolałaby tego nie wchodzić w nowy związek. On natomiast nie wie jaki krok w ich relacji postawić dalej (lub może kompletnie się wycofać). Tą relację można skwitować krótko: „to skomplikowane”.

(zepsutą) Windą do nieba

Los chciał, że oboje utknęli w windzie i są skazani na swoje towarzystw. Czy ta awaria będzie punktem zapalnym do totalnego rozpadu tego, co mogło ich łączyć? A może to dobry czas żeby wyjaśnić wszystkie sprawy i zagrać w otwarte karty? Zepsuta winda okazuje się ich sprzymierzeńcem.

,,(…) jej błękitne oczy matowieją, kiedy cierpi, ja zaś pragnę przywrócić im blask.”

Holly nie jest obojętna Deanowi, więc wykorzystuje te chwile by jej to udowodnić, by nie odbierała źle jego osoby i tamtej jednej nocy. Pragnie jej także pokazać, że święta są magiczne, tylko trzeba w to uwierzyć.

Zdradzić jeszcze mogę, że nie cała akcja rozgrywa się w windzie. Jest druga część, która dzieje się poza nią, ale tutaj nie mogę zdradzać za wiele 😉

Podsumowanie

Windą do nieba to lektura bardzo krótka, do przeczytania w mniej więcej dwie godziny. Chwyta za serce, pozwala poczuć czytelnikowi klimat Świąt oraz skłania do refleksji, że nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre. Nie brakuje tu namiętności, a także momentów, w którym oczy mogą się zaszklić. Za to właśnie uwielbiam twórczość autorki, bo po jej książki sięga się z przyjemnością i chęcią, bo wiadomo, że nie zawiedzie i nie zanudzi. Jeśli zatem szukasz czegoś krótkiego i przepełnionego uczuciem, to ta krótka lektura będzie w sam raz na wkroczenie w miłosno-świąteczny klimat.

Co do okładki – może nie ma świątecznego klimatu, ale ma świąteczną historię. Z dwojga złego wolę, by zachwyciła mnie historia niż okładka. Przykładu nie muszę daleko szukać – Świąteczne namiętności miała piękną okładkę, która wręcz krzyczała, że po jej otwarciu będzie prószył śnieg i usłyszymy dzwonki św. Mikołaja – jednak można było usłyszeć własne westchnienie rozczarowania. Dlatego też nie można oceniać książki po okładce 😉

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: