Mówi się, że za mundurem panny sznurem. I ja się pod tym podpisuję. Jednak jest jeszcze jeden ubiór, w którym mężczyźni potrafią przyprawić o omdlenie… A już szczególnie wtedy, gdy w ich dłoniach widzi się igłę. Seksowni lekarze czy pracownicy służby zdrowia aż sami się proszą, by odwiedzać ich częściej niż jest to wskazane, prawda? Nie dziwi mnie zatem fakt, że bohaterka książki Ten, którego pragnę autorstwa Kennedy Fox, ku swojemu postanowieniu, zaczęła robić coś czego obiecała sobie więcej nie robić. Zacznijmy jednak od początku.

Wyleczyć się z miłości

Emily Bell to pierwsza główna bohaterka książki. Od dziecka marzyła o jednym – chciała zostać lekarzem. Kiedy dorosła, nic nie stanęło jej na przeszkodzie by to marzenie spełnić. Można powiedzieć, że poszła w ślady rodziny – jej ojciec jest lekarzem, który cieszy się dobrą renomą, siostra ginekolog-położnik, a brat studiuje medycynę. Jak widać cała rodzina wybrała zawód z powołaniem, by nieść pomoc ludziom. Oprócz życia zawodowego, Emily, ma także jakiś skrawek życia osobistego – a konkretnie miłosnego. Jest w związku z chłopakiem, Justinem, który… też jest lekarzem. Czas dla siebie? Nie ma mowy. Czas na randki? Nic z tych rzeczy. No chyba że na wspólnej stołówce, bo ich spotkania zdarzają się głównie w pracy.

Młodzi lekarze są pochłonięci pracą. Zdawało by się, że poza nią nie można mieć już siły na nic. Aczkolwiek Justin ma rezerwy energii na to, by „dokładnie badać” w dyżurce jedną ze swoich pacjentek. Co można zrobić w sytuacji, kiedy przyłapuje się ukochanego na gorącym uczynku? Nic więcej niż tylko rzucić kąśliwy komentarz: „– Mam nadzieję, że nałożyłeś prezerwatywę (…) Nie chciałabym, żebyś złapał jakąś chorobę weneryczną.” Co natomiast można usłyszeć od mężczyzny? Standard. „– To nie tak myślisz.” Oczywiście troska swoją drogą, zemsta zdradzonej Emily jest słodka…

Koniec ze związkami

Kobieta przenosi się do nowego miejsca i definitywnie stawia nową pracę na piedestale. Związki? To coś przereklamowanego i powodującego niepotrzebny chaos w życiu. Postanowiła z nich zrezygnować. Wszystko przez występek jej byłego faceta. Kiedy idzie na wesele jako osoba towarzysząca swojej przyjaciółki poznaje pewnego blondyna. Mają tylko jedną noc, bez wnikania kto jest kim. Zero miłosnej chemia, zero uczuć – tylko dziki i namiętny seks.

,,Kiedy się tu przeprowadziłam, hołdowałam dwóm zasadom i jestem wkurzona na siebie,
że obie złamałam w niespełna tydzień. Żadnego przypadkowego seksu i żadnych randek
z kolegami z pracy.”

Można się domyślić jak jej postanowienie wypadło w praktyce. Wszystko zaczyna się rujnować kiedy nieszczęsny los sprawia, że ta dwójka spotyka się ponownie…

Kto się czubi, ten się lubi

Evan, to właśnie ten blondyn, z którym pierwszy raz nie był takim ostatnim (w końcu gdyby był ostatni książka nie byłaby tak ciekawa i nie miała by tyle stron). Czy jest przystojny? Tak. Jest też arogancki i momentami wkurzający – ale jego pocałunki i penis wszystko potrafią wynagrodzić.

W pracy Evan przywdziewa maskę idealisty i jest w pełni jej oddany – wszystko musi być tak jak chce on. Nie znosi sprzeciwu i odmiennego zdania innych. Jego postępowanie jest w jakimś stopniu uzasadnione, wiąże się to z ważnym dla niego zdarzeniem – o tym jednak powinniście przeczytać sami. Mimo tych wszystkich postawionych przez niego granic, Emily za wszelką cenę próbuje je przekroczyć i dotrzeć do mężczyzny.

Na brak poczucia humoru nie można narzekać – cała relacja dwójki bohaterów jest zabawna, w sumie na tym zbudowana jest cała książka. Można powiedzieć, że od początku sobie dogryzają, dokuczają, zupełnie jakby chcieli w jakiś sposób rozładować kotłujące się w nich napięcie seksualne.

Emily wywala jego dotychczasowe życie prywatne i zawodowe do góry nogami. Przeskakuje mur, który Evan stworzył wokół siebie. Nie Jest cukierkowo, cała ich historia jest barwna i nie nudzi. Ciągle się coś dzieje. Pojawia się nawet wątek lekkiego thilleru.

Książka jako lekarstwo na wszystko

W samej książce mamy rozdziały poświęcone perspektywie Emily oraz Evana, co ostatnio w przeczytanych przeze mnie książkach jest standardem. Choć nie wszędzie czyta się to dobrze – tutaj natomiast miało to sens. Jest sporo akcji, autorka zadbała o to, żeby czytało się dobrze i żeby ciężko było odłożyć czytelnikowi książkę. „Jeszcze jeden rozdział i do spania” to okłamywanie samego siebie. Działa tak samo jak słowa Emily, że ostatni raz poszła z nim do łóżka… A wszyscy wiemy jak się to kończy 😉

Za możliwość przeczytania i podzielenia się z wami opinią dziękuję
Wydawnictwu Muza ♥

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: