Sezon pierwszy serialu Sex/Life zostawił nas z jednym wielkim ”Gdzie do cholery jest kolejny odcinek!?”.
Dla przypomnienia (zakładam, że oglądaliście sezon pierwszy): Billie po odrzuceniu zaręczyn swojego ex i postanowieniu, że zostaje z mężem i spróbuje z nim odbudować to co gdzieś utracili w przypływie nagłych emocji ląduje… przed drzwiami swojego ex. Brad był tym zaskoczony tak samo jak nie jeden użytkownik Netflixa. Zakończenie pozostało zatem otwarte i można było się spodziewać, że sezon drugi powstanie – i powstał, a przy okazji powstała ta oto recenzja.
Tutaj ostrzegam was pierwszy i ostatni raz o możliwych spoilerach z sezonu 2 🙂
Miłosny trójkąt zaczyna się rozrastać
Sezon pierwszy serialu, który powstał na motywie powieści serii książek B.B. Easton, doczekał się swojej kontynuacji. Wracamy do dobrze znanych nam postaci – kobiety poszukującej samej nie wiedzieć czego oraz dwóch zalotników, którzy starając się to dla niej zdobyć. Niestety dla niej już na początku wszystko zostaje wywrócone do góry nogami.
B.B. stawia wszystko na jedną kartę – zostawia męża i ucieka do byłego. Niestety to co słyszy z jego ust sprawia, że zostaje na lodzie. Były kochanek ma już nową wybrankę i dodatkowo spodziewa się z nią dziecka. Powrót do męża? Nie wchodzi w grę: Cooper chce tylko rozwodu – ma dość wybryków żony mimo, że próbował ją zrozumieć. Billie pozostaje się spakować i przenieść do swojej przyjaciółki Sashy, którą znamy z poprzedniej części.
I tak jak wcześniejszy sezon skupiał się na jednej, głównej bohaterce tak tutaj śledzimy zarówno losy B.B jak i jej byłego męża, byłego kochanka oraz jej przyjaciółki. Cztery wątki skumulowane w 6 odcinkach (o dwa mniej niż wcześniej) to sporo dawki różnych przygód i przemyśleń. Tak też B.B. znowu stara się odnaleźć siebie i zdecydować co jest dla niej najważniejsze (w czym ma pomóc jej nowy facet); Cooper próbuje poradzić sobie z rozwodem (w czym pomaga mu jego szefowa); Brad chce spróbować być tatą i przykładnym mężem (gdzie wcześniej mu się to nie udawało); Sasha chce się spełnić zawodowo jako silna niezależna kobieta (co idzie jej dobrze do czasu, gdy nie trafia na dawnego przyjaciela).
Taka mała Moda na sukces.
Czy ludzie się zmienią?
Pierwszy sezon serialu opierał się na historii kobiety, której nie do końca pasuje spokojne, rodzinne życie. Tęskni za czasami gdy mogła imprezować, spotykać się z kim chce, całować się z kim chce i robić to na co tylko ma ochotę. Pomysł jak dla mnie wydawał się w porządku i sądziłam, że zostanie to tutaj pociągnięte dalej. Po części tak właśnie jest, jednak też nie do końca. Wplecenie w to wątków innych postaci i ich rozterek oraz tego jak sobie z nimi radzą sprawiło, że sezon dokończyłam z lekkim przymusem.
Na przestrzeni kilku odcinków obserwujemy także przemiany bohaterów, które do końca nie są dla mnie zrozumiałe i logiczne. Bo jak porządny facet, który zawsze wydawał się wzorem ideału po rozwodzie ląduje w hotelu z paniami do towarzystwa i zaczyna brać narkotyki? Czy mężczyzna, który nigdy nie cenił związku dłuższego niż kilka tygodni może pragnąć nagle wielkiej rodziny? Sama poddaje temu wątpliwość.
Podsumowanie
Sezon drugi Sex/Life mnie nie zachwycił. Pierwszy może nie był wybitnym dziełem, ale w mojej ocenie oglądało się go zdecydowanie lepiej. Cała historia miała jakiś większy sens i może bardziej wyraźne przesłanie. Poszukiwanie samej siebie to nic złego – ale nie wszyscy muszą się z tym zgadzać. Drugi sezon ma to kontynuować, ale ilość wątków, zmian w postaciach zachodzących z odcinka na odcinek (a epizodów jest o 2 mniej niż wcześniej) zaburzył mój odbiór.
Ulepszmy razem blog!
Wypełnij anonimową ankietę






