Podczas zabawy masażerem łechtaczki (jak i zresztą przy wszystkich gadżetach) bardzo cenię sobie wygodę użytkowania. Zabawka musi dobrze leżeć w dłoni i mieć dobrze ulokowane przyciski – tak aby obsługa nie przeszkadzała w przyjemności. Lubię też, gdy gadżety są minimalistyczne i… odróżniają się od tych, które już posiadam. Dlatego właśnie masażer Temari Hana od marki Iroha wpasował się w moje gusta.

Masażer łechtaczki Iroha Temari Hana

Ta mała kuleczka na żywo jest naprawdę urocza. Wszelkie gadżety, które posiadam muszą mnie czymś urzec – muszą mieć to coś, co będzie mnie wołało, by po nie sięgnąć. Ten masażer posiada w sobie to samo, co wcześniej recenzowany lampionik Ukidama.

Temari Hana to mały gadżet, kuleczka, która znajduje się w specjalnej otoczce. Sama część użytkowa (czyli właśnie kulka) jest przyjemna i jedwabiście gładka w dotyku. Nie, nie wyciąga się jej z tej osłonki – zadaniem tego elementu jest nieprzenoszenie wibracji na dłoń, co podczas dłuższych zabaw jest świetną opcją, ponieważ ręka najzwyczajniej w świecie nie zdrętwieje i się nie zmęczy.

Jego wibracje są na tyle subtelne, że sprawdza się podczas gry wstępnej. Ważne dla mnie jest to, by gadżet dobrze się spisywał podczas zabawy w duecie (mogę wam zdradzić, że obecnie nie leży i nie kurzy się w pudełku zbyt często ;)) Tak na marginesie – wieczko, które widzicie na zdjęciu, zakłada się na masażer, co czyni go bezpiecznym podczas przechowywania i chroni przed kurzem i podobnymi zabrudzeniami.

Mały masażer łechtaczki w praktyce

Wiecie co jest najfajniejsze w tym gadżecie? Sposób jego obsługi i cicha praca silniczka (na tyle dyskretna, by nie rozpraszać – wiadomo, że wibrujące gadżety nie będą zupełnie niesłyszalne). Pod spodem osłonki znajduje się dość duży przycisk, którym gadżet się włącza, wyłącza i zmienia tryby których jest aż 6. Pierwsze 4 są do siebie podobne, różnią się jedynie intensywnością. Natomiast ostatnie dwa to tryby pulsujące. Mały wariacik, mimo swojej kompaktowej wielkości posiada mocny silniczek, a co za tym idzie całkiem fajnie wibruje na najintensywniejszym trybie. 

Ogromny plus dla niego za wodoodporność. Urozmaicając zabawy warto pójść o krok dalej i spróbować rozkoszy pod prysznicem czy w wannie. Co prawda dla mnie wygodniejszą opcją jest wanna, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, dlatego także doceniam możliwość używania go pod prysznicem, może mniej wygodna opcja, ale równie przyjemna 😉

Pozostając dalej przy zaletach – magnetyczna ładowarka, to jest coś, co coraz częściej można spotkać kupując gadżety erotyczne. To bardzo wygodna forma ładowania, aczkolwiek trzeba uważać, by przypadkiem nie zahaczyć kabelka i go nie odłączyć. Mimo to, nadal jest to znacznie wygodniejsza opcja niż ciągła zmiana baterii. Czas ładowania, orientacyjnie, to jakieś 2 godziny, wystarcza do 1,5 godziny zabawy. Jak dla mnie (czy dla nas) wystarczająco.

Idealny gadżet do podróży

Podróżując z reguły z zawsze wypchanym bagażem po brzegi – mało co może zmieścić się w najmniejszą wolną szczelinę, na szczęście minimalna przestrzeń wystarczy na ten niewielki masażer. Dzięki niemu wakacyjny lub służbowy wyjazd będzie jeszcze przyjemniejszy i bardziej relaksujący 😉

Bezpieczeństwo i higiena

Dodam na koniec, że gadżet jest w pełni bezpieczny dla ciała, ponieważ część stymulująca została wykonana z silikonu medycznego. Materiał ten cechuje łatwość w utrzymaniu czystości. Standardowo – woda z mydłem antybakteryjnym lub specjalny środek pomaga w utrzymaniu zabawki w higienicznej czystości.

Czy warto wybrać go spośród wielu innych gadżetów? Jeśli ktoś szuka czegoś subtelnego, cichego lub właśnie małego, idealnego towarzysza podróży to tak. Dodatkowo jest całkiem dyskretny, przez co nie przykuwa ciekawskich oczu.

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: