Co najczęściej ludzie otrzymują w spadku? Pieniądze, nieruchomości, zwierzęta, niespłacone kredyty… Choć testament sam w sobie jest następstwem pożegnania bliskiej nam osoby, czasem jej ostatnia wola potrafi tchnąć w nasze serca odrobinę ciepła. Jak jednak zakwalifikować sytuację, gdy to TY zostajesz spadkiem, który ma dostać obcy Ci mężczyzna?

Kristen Ashley postanowiła przedstawić ciekawy pomysł na miłosną historię. Jak jednak z jej wykonaniem?

A kochaną wnuczkę zapisuję…

Zgadza się – to nie było przejęzyczenie. Josephine Malone, wnuczka zmarłej buni, która w spadku prócz Lawendowej Willi i sporego majątku, dostała jeszcze coś. Mianowicie: zdziwienie, zirytowanie i ogólny szok na wieść o tym, że również ona sama w sobie jest częścią testamentu… Babcia nieźle sobie to wymyśliła.

Jake Spear to facet po przejściach. Trójka dzieci z różnych małżeństw, które nie przetrwały próby czasu to wystarczający powód by nie mieszać się w kolejne związki. Swój czas woli poświęcić prowadzeniu klubu ze striptizem oraz ośrodka treningowego dla bokserów. Testament jednak wprowadza w jego życie mały bałagan.

Babcia zawsze wie najlepiej

Zmarła kobieta tak kochała swoją wnuczkę, że chciała dla niej jak najlepiej. Przez całe życie obdarowywała miłością każdego – w tym samego Jake’a, który również  musiał zajmować szczególne miejsce w jej życiu, skoro powierzyła mu pod opiekę Josephine.

Kiedy doszło do konfrontacji spadkobierców Josie nie potrafiła utrzymać emocji na wodzy. To kobieta, która mówi co myśli – często nie zastanawiając się nawet co wylatuje z jej ust. Można powiedzieć, że trafiła kosa na kamień – tym kamieniem jest oczywiście Jake. Po niesprawiedliwym osądzie mężczyzna również powiedział co myśli, a to zmusiło Josie do przemyślenia swojego zachowania i przeprosin. Czy to zawarcie pokoju czy chwilowy rozejm?

Czym świętej pamięci Lydia kierowała się tworząc taki testament?

Oczywiście dobrem wnuczki. Chciała, by po prostu ktoś się nią zaopiekował i ją uszczęśliwił. Skoro dla babci, wnuczka była oczkiem w głowie, to musiała wybrać osobę, która godnie ją zastąpi. A to nigdy nie jest proste. Josie ma wianuszek mężczyzn, którzy chętni wypełnili by jej pustkę po utracie ukochanej buni – oczywiście chętnie przygarnęliby też część spadku w postaci wilii. Młoda kobieta odgania ich wszystkich jak natrętne muchy.

Kobieta z wyrzutami sumienia ale sprzedałaby dom i żyła jak dotychczas – na walizkach, spełniając swoje marzenia. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie Jake, który mimo wszystko chce wypełnić testament. Josie stanęła zatem na rozdrożu, gdzie – w co nie wątpi – z góry patrzy na nią zatroskana babcia. Którą drogę wybierze? To chyba musicie odkryć sami.

Pomysł ciekawy, wykonanie nie do końca

Żądanie miłości wydawało mi się czymś nowym. Nie był to odgrzewany kotlet, w którym biedna dziewczyna poznaje bogatego mężczyznę (zazwyczaj swojego szefa) i potem już jakoś leci. I choć początkowo czytało się to dobrze, to po pewnym czasie miałam wrażenie, że autorka sztucznie zaczyna rozciągać historię – mogłaby ją skończyć kilkadziesiąt stron wcześniej. Sama przemiany Josephine wypadła średnio. Z kobiety „wszystko na nie” szybko przeskakuje na tryb „wszystko na tak”.

Być może wpływ na mój odbiór miała również… czcionka, która jest dość mała, przez co lektura trochę mi się dłużyła. Lubię pióro Kristen Ashley i mam nadzieję, że w kolejnych tomach tej serii postawi na bardziej spójną całość.

Za możliwość przeczytania i podzielenia się z Wami recenzją dziękuję
Wydawnictwu Akurat

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: