Czasem pasowałoby posprzątać. Zetrzeć kurze, umyć okna, przejrzeć pudełka z rupieciami ze strychu…
Z nimi zazwyczaj odbywa się to tak: bierzemy jedno pudło – sprawdzamy zawartość – mówimy „to się jeszcze przyda” – odkładamy pudło w inny kąt. Ciężko z tej przypadłości się wyleczyć, lecz dobrze w końcu się przemóc i czasem pożegnać ze wspomnieniami. Tym bardziej, jeśli na szali jest Twoje zdrowie intymne 🙂

Po tym jak odkopałam pewne pudełko, w którym znalazłam dawno, dawno (bardzo dawno) temu zakupione gadżety zastanowiłam się… gdzie wtedy miałam rozum. Znacie to: „po taniości – z ciekawości„. Bo może się przyda, bo wygląda ładnie – i o ile porcelanowe figurki potrafię zrozumieć tak słabej jakości zabawki erotyczne są po prostu nieopłacalnym biznesem. Zła inwestycja zarówno w twoje zdrowie jak i Twoją przyjemność. Czemu zatem opłaca się dołożyć te kilka/kilkadziesiąt złotych aby zdobyć lepszej jakości gadżet? Już spieszę z wyjaśnieniem.

Między innymi znalazł się tam gadżet, który dostałam na 18 urodziny – wiecie jakie są tego typu prezenty, bardziej dla żartu niż dla przyjemności…

Zakupy w przypływie chwili

Pudełeczko powiedz, przecie, kto ma najgorsze gadżety w świecie…

Najczęściej nietrafione rzeczy kupujemy bez głębszego zastanowienia. Jest to chyba jakiś gen wrodzony, bo u swoich znajomych widzę podobną przypadłość 🙂 Historia z większością gadżetów z pudełka jest podobna – przypływ chwili bądź „śmieszny” podarunek od znajomych z jakiejś okazji. Byle jaka okazja – byle jaki prezent? Trochę tak to wygląda.

Na początku swojej przygody z tego typu zabawkami nie podchodziłam do sprawy należycie. Ale w końcu nie wiedziałam zbyt wiele, dopiero nauczyłam się na własnych błędach. Zwracam uwagę na materiał wykonania, czytam opinie o danym sklepie, szukam recenzji z różnych źródeł – tak podchodzę do tego dziś. W ten sposób „dorobiłam się” kilku rzeczy, które nie leżą już na strychu, lecz w szafce nocnej blisko łóżka.

Gadżety erotyczne, które zniechęcają…

W tym wpisie pokaże wam wnętrze tego pudełka. Opiszę ich wady (zalet nie dostrzegam) abyście sami zobaczyli, że nie warto oszczędzać na gadżetach erotycznych. Nie dość, że strach ich użyć to jeszcze nie dają tej przyjemności, którą powinny.

  • Kulki gejszy

Zacznę od gadżetu, który były pierwszym kompletnym błędem. Wystarczy na nie spojrzeć i już widać dlaczego. Sznurek, którym połączone są kulki jest niehigieniczny – nie da się go dokładnie umyć przez co można nabawić się nieprzyjemności związanych ze zdrowiem intymnym. Same kulki nadają się co najwyżej na zabawkę dla kota – są dość kłujące i wcale nie zachęcają do tego, by je użyć. Zamiast tego odpychają i wręcz krzyczą, żeby je wyrzucić.

  • Korek analny

Na temat tego „maleństwa” aż nie wiem co powiedzieć. Ten zakup był nieporozumieniem. Sama nie pamiętam dlaczego się w ogóle nim zainteresowałem – mój umysł wyparł ten akt nierozwagi z pamięci. Już po wyjęciu z opakowania doznałam szoku – żelowy korek, którego NIE powinno się używać. Porowaty, klejący się materiał nie jest i nie będzie nigdy dobrym tworzywem dla żadnej zabawki. O materiałach używanych do gadżetów pisałam jakiś czas temu – serdecznie Cię do niego zapraszam.

Wrażenia po dotknięciu? Skrzywiona mina i odrzucenie. Lepi się jak ręce po wacie cukrowej lub niezbyt czysta podłoga, gdy wylałaś na nią sok – jakiś tydzień temu. Jak szybko go odpakowywałam tak szybko włożyłam go do środka i plułam sobie w brodę że w ogóle doszło do tego zakupu.

  • Knebel

Tym razem to nie moja wina, że tego typu zabawka znalazła się pod moim dachem. Dzięki pewna przyjaciółko za prezent na 18 urodziny! Znajoma może była obeznana w klimatach BDSM ale nie za bardzo ogarniała dobrej jakości zabawki. Mam nadzieję, że chociaż o zabawki dla swoich dzieci dba lepiej… Kiedy kupujesz gadżet nie do końca zdając sobie sprawę jak ważną rzeczą jest komfort i bezpieczeństwo. Kojarzycie ściągacze w plecakach? Tego typu materiał został wykorzystany do „paska” mojego knebla.

Dodając do tego plastikową, ażurową kulkę mam wrażenie, że gadżet ten został wykonany w jakiejś słabej sesji DIY. Miałam go w ustach raz na próbę – jest niewygodny i zostawił niesmak. Zarówno w ustach jak i w BDSM-owej duszy…

  • Mini wibrator

Futurystyczna szminka? Nic bardziej mylnego. Być może pocisk do jakieś nowoczesnej technologii? Też nie. Wibrator, a bardziej coś co wibratorem być próbuje. Męczyłam się dobry kwadrans, żeby go włączyć a kolejne 10 minut aby go wyłączyć… Instrukcja nie pokazuje w którą stronę przekręcić czerwony element aby go odpalić. Trzeba wyczuć moment i odpowiednią siłę nacisku. Jeśli zastanawiałyście się kiedyś jakim cudem w starych PKS-ach kierowcy wrzucają konkretne biegi od dziś mogłybyście czuć się podobnie jeśli bym wam go poleciła – ale nie polecam 🙂 Słabej jakości materiał i słabej jakości wibracje. Jedyne co można z nim zrobić to… wyrzucić i zapomnieć.

Jak pisałam na początku – posprzątać czasem trzeba. Tym razem jednak TEGO pudełka nie postawię w inny kąt tylko od razu postaram się go zutylizować 😉 I wam radzę to samo. W końcu trzeba zrobić miejsce na nowe zabawki, prawda? Choć jeśli wybierzecie właściwie – to na pewno nie będą się one kurzyć w pudle nas strychu 🙂 I tego się trzymajmy.

Ulepszmy razem blog!

Wypełnij anonimową ankietę
Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: