fbpx

Wstęp do recenzji książki Corinne Michaels zaczynałam kilkukrotnie. Za żadnym razem nie mogłam znaleźć odpowiednich słów, które mogły by przekazać to co czułam podczas czytania „Consolation”. Autorce tej książki chylę czoła – za powieść przepełnioną tak głębokimi uczuciami.

‘’ Potrzebuję go. Jest mi potrzebny jak nigdy, ale zostawił mnie samą tamtego dnia. Ucałował mój nos, a potem brzuch i powiedział, że wróci za kilka dni. Skłamał. ‘’

Poruszająca historia

Gdybym nie przeczytała tej powieści, nigdy nie dowiedziałbym się ile łez mogę w sobie trzymać. Czy piękna miłość może być jednocześnie smutna i bolesna? Może. Historia przedstawiona w tej książce idealnie to oddaje.

Autorka opisuje życie w większości  z punktu widzenia głównej bohaterki – Natalie Gilcher, której całe życie zmienia się w jednym momencie. Traci męża. W chwili jego śmierci zostaje sama nosząc pod sercem nienarodzone jeszcze dziecko. Pod sercem, który w jednym momencie pęka…

Nie sposób opisać uczuć towarzyszących kobiecie w takiej sytuacji, lecz Corinne Michales podejmuje się tego zadania i w mojej opinii wychodzi jej to dobrze – czego dowodem były przerwy w czytaniu spowodowane rozmazanym przez łzy obrazem.. Od pierwszych stron możemy zżyć się z Natalie i razem z nią przejść przez to co czeka na nią dalej.

Czas nie leczy ran…

…tylko nas do nich przyzwyczaja. Natalie po starcie męża potrzebuje troski i opieki, którą oczywiście otrzymuję od przyjaciół oraz rodziny. Jednak to ktoś inny pomaga jej wstać na nogi. Liam Dempsey – bo o nim mowa, który jest także jednym z narratorów tekstu – to przyjaciel jej męża, który oferuje swoją pomoc bez chęci otrzymania czegokolwiek w zamian. Jest. Pomaga. Niczym Anioł Stróż czuwa przy niej dzień i noc.

Jak to często bywa przy głębokich i mocnych uczuciach jakim jest na przykład smutek łatwo o wykiełkowanie kolejnych – o pozytywnym charakterze. Liam jest. Sprawia, że każdy kolejny dzień niesie za sobą kolejny promyk słońca i nadziei. Mimo tego, że Natalie próbuje odeprzeć od siebie zauroczenie mężczyzną, który poświęca swój czas dla niej i dla jej córki uczucie powoli rośnie. Lecz czy pozwoli na załatanie choć w części dziury jaką zostawił po sobie zmarły mąż? Na to pytanie musicie poszukać odpowiedzi w książce.

Inna niż wszystkie

Zakończenie książki sprawiło, że miałam ochotę cisnąć książka w kąt i krzyczeć „Jak możesz mi to robić!?”. Na pewno nie raz mieliście takie same odczucia przy innych książkach. Niestety (lub stety) autorka zostawia nas w punkcie, przy którym nie mogę doczekać się premiery drugiej części – Conviction – która na szczęście będzie wydana jeszcze w tym roku.

Zdawać by się mogło, że książka ta jest jedną z wielu które można dziś spotkać na półce w księgarni pod znakiem „Literatura Kobieca” . Prosta historia – wielki smutek, jeszcze większa miłość, szczęśliwe zakończenie. Ale nie. Ta książka potrafiła obudzić we mnie emocje, których nie doświadczyłam wcześniej podczas czytania tego typu literatury.

Jest to jedna z lepszych książek, które przeczytałam w swoim życiu a na pewno jest najlepszą przeczytaną w tym roku (oceniam ją 10/10). Komu mogę ją polecić? Każdemu, kto nie boi się książki o prawdziwych uczuciach i nie boi się uronić łez. Jeżeli lubcie Collen Hoover to pokochacie też Corinne Michaels.

Dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł, bo to dzięki nim mogłam przeczytać a teraz polecić i wam tą wspaniałą książkę. 😉

Podobne wpisy

Przeczytałaś? Oceń!
Autor

2 komentarze

  1. Jak Ty ekstra opisujesz. Aż mam ciarki. Muszę ją mieć ! 🙂

     
    • Paulina Reply

      Naprawdę gorąco polecam! 🙂 tylko… nie zapomnij o chusteczkach 🙂

       

Napisz komentarz

%d bloggers like this: