Grudzień. Piękny jak na tą porę roku dzień. Kilka stopni powyżej zera. Brak śniegu, słonko wygląda zza szarych betonowych monumentów. Tydzień do świąt Bożego Narodzenia. Idealna pora aby skręcić sobie kostkę.

Co podkusiło mnie aby udać się do skateparku? Jakby inaczej – koledzy. „Choć Filip. Pojeździmy trochę. Powygłupiamy się. Jest zajebista pogoda”. Nie czekając na oklaski, założyłem ciepłe ubrania wziąłem swoją deskę, rzuciłem krótkie „Wychodzę. Wrócę na kolacje” do rodziców i wyszedłem. Koledzy już na mnie czekali w swoim małym czarnym BMW. Skatepark znajdował się dobre trzy kilometry od miejsca naszego zameldowania więc szkoda było tracić czas na spacer. Dość szybko dojechaliśmy na miejsce w miarę bezpieczny sposób. Zabawa miała dopiero się zacząć.

Może byliście na skateparkach, lub znacie je z zdjęć. Betonowe rampy, wyskocznie, dołki, górki, stalowe barierki. Wszystko czego może potrzebować młodzież aby się wyszaleć. W obiekcie znajdowało się kilku zapaleńców wyzwań choć widać było, że żadni z nich zawodowcy – my także się do nich nie zaliczaliśmy. Traktowaliśmy to jaki zwykły fun, bardziej, żeby potem zamieścić nasze popisy na YouTubie i chwalić się między znajomymi niż na szkoleniu swoich umiejętności. Krótka rozgrzewka na mniejszych „przeszkodach” nie zwiastowała niczego niepokojącego. Owszem. Można było wyczuć lekką zmarzlinę w niektórych miejscach ale ogólnie nie było tragedii. „Kamerki ustawione?” Jedziemy. Zjechałem z jednej z większych ramp by zaraz wykonać skok ponad barierką i wskoczyć na następną. Plan zakładał dotarcie drugiej rampy oraz powrót w ten sam sposób. Plan był dobry lecz wykonanie już nie – wskakując na barierkę zahaczyłem o nią butem i upadłem wcześniej źle stawiając nogę. Ciche skrzypnięcie w lewej kostce dotarło do mojego mózgu szybciej niż zdążyłem położyć się na plecy.
– Kurwa. – rzekłem przez zaciśnięte usta.
– Filip nic Ci nie jest? – zapytał Damian. Jeden z moich kumpli.
– Ładnie poleciałeś. Mam to nagrane, zaraz leci na Snapa – Maćka, drugiego z kumpli nigdy nie opuszczał humor.
– Żyje. Ale chyba skręciłem kostkę bo mnie bo.. Aaa! – dla pewności próbowałem ruszyć stopą. – Zawieziecie mnie na szpital? Bo moi starzy znając życie dotrą tutaj za dwie godziny.
– No jasne. Dawaj Maciek. Bierzemy go. Nie zapomnij desek i  telefonów.
Tak  też udaliśmy się na pięciu nogach do auta. Starałem nie jęczeć z bólu choć z każdą upływającą minutą kostka zaczynała żyć własnym życiem. Wysyłając sms-a do rodziców, że zmierzam w kierunku szpitala bo chyba skręciłem sobie kostkę dostałem krótką odpowiedź, że zaraz też tam będą. Zdejmując zużyte już conversy najdelikatniej jak potrafiłem i odchylając skarpetkę dostrzegłem, że kostka zdążyła już dość szybko spuchnąć. Całe szczęście skręcaliśmy już na parking przy szpitalu.
Odprowadzając mnie najpierw na rejestrację a potem pod odpowiedni numerek starałem grać twardziela mimo, że kostka napieprzała mnie aż czułem to w zębach. Pokój 213. Ortopeda. Niejaki pan Gorzel. Godziny przyjęć właśnie się kończyły lecz na szczęście nie było nikogo w kolejce. Koledzy pożegnali się ze mną twierdząc, że „nie będą mi robić za niańki już dłużej”. Zapukałem. Po usłyszeniu krótkiego „Proszę.” chwiejnie, lecz stanowczym krokiem wszedłem do pokoju. Nie czekając na pozwolenie od razu usiadłem na szpitalnym łóżku wyciągając przed siebie obolałą nogę. Po krótkiej rozmowie „co mnie sprowadza, kiedy to się stało, boli jak robię tak, boli jak robię to” było wszystko wiadome.
– Ma pan skręconą kostkę i pękła panu torebka stawowa. Jednak aby wykluczyć jakieś drobne złamanie musi pan uda…
Mocne pukanie a potem szybkie otwarcie drzwi zatrzymało na chwilę bicie mojego serca. Do gabinetu wpadła ubrana na biało, młoda pielęgniarka. W oczy od razu rzucił mi się jej wygląd. Długie, falowane blond włosy, drobne usta oraz niebieskie oczy. Jej kitel idealnie podkreślał drobne piersi oraz ładne wcięcie w tali. Poczułem jak krew odpływa mi z mózgu zasilając niżej położone organy i odwróciłem się w stronę lekarza maskując swoje podniecenie.
– Przepraszam. Przepraszam za spóźnienie – korki. – rzuciła krótko zdyszana i stanęła z dłońmi skrzyżowanymi za plecami, starając opanować swój oddech oraz zapewne rumieńce na twarzy.
– Panna Wiktoria. Który to już raz w tym tygodniu? Czwarty. A mamy dopiero… czwartek. Za chwilę porozmawiamy. Proszę zaczekać. Co do pana – lekarz spojrzał na mnie – jak zacząłem wcześniej musimy wykluczyć złamanie przez co uda się pan zrobić zdjęcie RTG na 3 piętrze. Na pewno pan trafi. Zmartwię jednak pana, że z wypisem pana będziemy musieli poczekać do jutra i zostanie pan u nas na noc. Proszę poczekać na zewnątrz. Zaraz przekaże panu więcej informacji.
– Zajebiście – rzuciłem pod nosem i dodając głośniej rzekłem – Dobrze. Dziękuje.
Wychodząc z gabinetu ukradkiem spojrzałem na dziewczynę. Rzuciła mi uśmiech co odwzajemniłem i ruchem warg wypowiedziałem „Debil”. Co ona skwitowała lekkim kiwnięciem głowy. Na zewnątrz czekali na mnie rodzice. Zapewniając ich, że będę żył, nie utną mi nogi trochę się uspokoili. Na informację, że muszę zostać tu na noc mama miała ochotę zostać ze mną lecz wraz z ojcem odwiodłem ją od tego pomysłu. Miałem 18 lat. Poradzę sobie. Pożegnałem rodziców i powiedziałem, że dam znać rano jak będą mnie chcieli stąd wypuścić.

Chwilę siedziałem na krześle przed gabinetem czytając zawieszone na ścianie informację odnośnie zwyrodnień kręgosłupa oraz jak udzielać pierwszej pomocy. Przy punkcie „usta-usta” pomyślałem o młodej pielęgniarce, która zapewne zbierała zjeby od swojego przełożonego. Mocne trzaśnięcie drzwiami wyrwało mnie z małego fantazjowania o tym co ma pod spodem swojego białego uniformu. Spojrzała na mnie z zrezygnowaniem i zaczęła mi tłumaczyć co dalej ze mną.
– Cześć. Wiktoria. Przedstawiam się ponieważ będę zmuszona spędzić z Tobą resztę tego wieczoru. – jak widać nie było jej to na rękę.
– Najpierw zaprowadzę Cię na zdjęcie a potem do pokoju, w którym spędzisz miłą noc w tym zakładzie psychiatrycznym jakim jest ten oddział. Wstawaj. – ruszyła przed siebie nie czekając na mnie.
Mój wzrok spoczął na jej tyłku. Był niczego sobie. Poczułem miłe mrowienie w bokserkach i wstałem zapominając o całym świecie… oraz o mojej kostce. Jak szybko wstałem tak szybko opadłem na kolana. Słysząc to, młoda pielęgniarka odwróciła się i przerzucając oczami zapytała czy „sam dam radę”. No nie. Nie dam. Z głośnym westchnięciem wróciła się wzięła mnie za ramię i poprowadziła w kierunku windy domyślając się, że schody odpadają. Zdjęcie poszło dość szybko. Wyniki dostanie jutro lekarz, przez co sam nie mogłem spojrzeć na to jak bardzo moja kostka jest „skręcona”. Wiktoria znów zaprowadziła do windy i kliknęła piętro numer 6. Stanąłem przy jednym boku windy ona przy drugim. Nie rozmawialiśmy. Nagłe targnięcie windy spowodowało, że zachwiałem się i aby nie oprzeć się na chorej nodze poszukałem oparcia dłońmi. Znalazły je na jej barku oraz biodrze. Ona sama instynktownie oparła dłonie na moich obojczykach w obawie, że próbuje jej coś zrobić.
– Przyzwyczaj się. Te winy tak działają. Nowe nie są – jej oczy było blisko. Usta jeszcze bliżej. 
– A teraz pozwól, że Cię popchnę – co też uczyniła odpychając mnie na drugi koniec windy.
Numer naszego postoju zapalił się. Otwarte drzwi poinformowały nas, że znajdujemy się na odpowiednim piętrze. Wysiedliśmy. Ja nadal podpierając się na Wiktorii, skakałem na drugiej nodze co spowodowało, że na jej czerwonych ustach pojawił się drobny uśmiech. Na korytarzu było pusto i cicho. Pytając się czemu są tu takie pustki usłyszałem, że większość ludzi udała się do domów na święta na przepustkę, przez co na piętrze jest maks 5 osób. Pokój w który mnie zaprowadziła był pusty. Stały tam dwa łóżka ale jedynym „lokatorem” tego pomieszczenia miałem być tylko ja. Posadziła mnie na łóżku.
– Zostawiam Cię tu samego. Zaraz przyniosę Ci coś przeciwbólowego oraz wodę. Masz ochotę na coś jeszcze? Coś do jedzenia? – zapytała stając w drzwiach.
Z powodu, że na korytarzu paliło się światło a w pokoju miałem tylko drobną lampkę jej wydatne kształty były jeszcze bardziej ponętne.
– Snickersa. Jeśli mogę prosić.
Kiwając głową opuściła pokój z dłońmi założonymi w kieszenie uniformu. Lubiłem przebywać sam przez co myśl o spędzeniu nocy w pokoju szpitalnym, z którego miałem dobry widok na zasypiające miasto nie była przerażająca. Jakoś to zniosę. Kładąc się na łóżku raz jeszcze obejrzałem moją kostkę. Stwierdziłem, że jednak nie jest tragicznie skoro wiem co już mi dolega. Wiktoria pojawiła się dość szybko wręczając mi dwie tabletki, kubełek wody oraz snickersa. Podziękowałem jej a ona stwierdziła, że idzie się szwendać bo za swoje „drobne spóźnienia” ma nocny dyżur i musi tu zostać. Pożegnaliśmy się i zostałem sam.
Sen nie nadchodził. Mimo, że tabletki zamaskowały ból a baton doskwierający głód. Zegarek wskazywał 23:46. Myśląc o wszystkim i o niczym moje myśli powędrowały do Wiktorii. Mój kutas zaczął twardnieć. Wiedziałem, że nie będzie to łatwa noc. Przykryty ciężkim kocem zacząłem sobie wyobrażać jej długie nogi, jędrny tyłek i słodkie usta. Seksowna pielęgniarka. Jedna z wielu fantazji, która miała nigdy się nie ziścić. Stwierdzając, że nikt nie przyjdzie zdjąłem pod kocem moje dresy i wsunąłem dłoń w bokserki. W wieku 18 lat nie trudno o brzydkie myśli. Zamknąłem oczy i oddałem się sprawianiu sobie przyjemności. Myślałem o jej włosach ułożonych w kucyk gdy biorą ją od tyłu. Myślałem o ustach zaciskających się na moich jądrach i ssących je z namiętnością. Byłem tak zajęty masturbacją, że nie usłyszałem otwieranych drzwi oraz ich zamknięcia.
Dopiero po chwili poczułem, że ktoś mnie obserwuję. To była ona. Stała w ciemności przyglądając mi się z lekko rozchylonymi ustami. Nie mówiła nic. Podeszła do mnie, przesuwając dłonią po mojej zdrowej nodze i zrywając koc z moich bioder. Z pod niego ukazał się mój nabrzmiały kutas trzymany w mojej dłoni. Nadal poruszałem nim lekko czekając na to co się zdarzy. Pochyliła się nade mną i złożyła soczysty pocałunek na moich ustach jednocześnie zastępując moją dłoń jej – na moim kutasie. Swoje dłonie wplotłem w jej włosy przyciągając ją bliżej siebie. Nasze języki oddawały się erotycznym zabiegom na otwartych ustach. Odciągnąłem jej głowę. Nie pytałem czy chcę. Ja chciałem jednego. Żeby mi obciągnęła. Skierowałem jej głowę wprost na mojego członka a ona już wiedziała co z nim zrobić. Pochłonęła go. Jej jedna dłoń zacisnęła się na moim brzuchu a druga lekko złapała jądra. Podnosiła głowę w górę i w dół. Jej mokre usta zaczęły sprawiać, że nabrzmiałem jeszcze mocniej. Wiedziałem czego chcę. Moje dłonie powędrowały do jej kitla podnosząc go nie troszcząc się o delikatność. Z podnieceniem odkryłem, że ma na sobie czarne stringi Kleina. Zacząłem je ściągać. Ona zrozumiała o co mi chodzi. Nie odrywając ust od mojego penisa zdjęła je i odpięła guziki kitla. Szybko pozbyła się także stanika odsłaniając słodkie piersi z sterczącymi sutkami.
Oderwała usta. Jej ślina obklejała mojego kutasa. Rozumieliśmy się bez słów. Wdrapała się na łóżko i usiadła na mnie pochłaniając całe moje centymetry w swojej wilgotnej cipce. Wskazujący palec przyłożyła do ust abyśmy zachowali względną cisze. Moje dłonie wędrowały po jej doskonałym ciele szukając choćby najdrobniejszych rys skazy. Nie znalazły. Jej pośladki raz opadały a raz podnosiły się z każdym pchnięciem powodując jej oraz moją rozkosz. Moje dłonie złapały jej piersi ściskając sutki oraz lekko je ciągnąc. Podobało jej się to. Była rozpalona. Gdy mnie ujeżdżała jej jedna dłoń złapała moje palce i przyciągnęła do swoich mokrych jeszcze ust. Zanurzyła w nich moje dwa palce. Wskazujący oraz środkowy i zaczęła je lekko ssać. To jeszcze bardziej mnie pobudziło i moje biodra zaczęły wprawiać łóżko w ciche skrzypienie. Nagle pochyliła się i skierowała moją dłoń na jej pośladki szukając innej przyjemności. Kiwając głową i zwalniając tempo wcisnęła mój palec w jej tyłek co kompletnie oderwało mnie z tego świata i znalazłem się w innym miejscu. Jej ciche mruczenie oraz pojękiwania były nie do zniesienia w przyjemnym znaczeniu tego słowa dla mojego kutasa. Jej druga wolna dłoń spoczęła na jej cipce i zaczęła masować swoją łechtaczkę. Opadła na mnie. Ja pieszczący jej dwie cipkę i tyłek. Jej piersi przyklejone do mojego ciała. Kazała mi wytrzymać jeszcze chwilę a sprawi, że odleci. Jej ciałem targnął dreszcz aż poczułem to jak bym sam przeżywał orgazm. Jeszcze mocniej wbiłem swojego kutasa oraz dołożyłem drugiego palca w jej tyłek. Dochodziła.
Jej włosy oplotły moją twarz. Jej głośne oddechy sprawiały wrażenie, że tego właśnie potrzebowała. Raz jeszcze oparła się na moich barkach i znieruchomiała. Jej usta wykrzywiał słodki, rozkojarzony uśmiech. Wiedziałem co jeszcze chcę, aby znalazło się na jej ustach. Biodrami dałem znać, żeby zeszła i zakomunikowałem, że teraz moja kolej. Usiadłem na skraju łóżka a ona uklękła przede mną. Odgarnęła włosy do tyłu i złapała mojego kutasa w dłoń a językiem drażniąc się z jądrami. Ssała je prosząc o mój orgazm. Jej dłoń poruszała się w rytm bicia mojego serca, które niemal wyskoczyło z mojej klatki. Widząc, że zaraz dojdę skierowała mojego kutasa na jej usta i skończyłem. Moje lepkie nasienie trafiło na jej lekko rozchylone usta, włosy oraz jeden z policzków. Uśmiechała się i drażniła mojego penisa aż ostatnia kropla spermy nie trafi na jej twarz. Potem wzięła go raz jeszcze.

W całym tym zamieszaniu nie wymieniliśmy ani słowa. Po wszystkim ona poszła do pokojowej łazienki zmyć namiętność z swojego ciała a ja zaraz po niej. Wychodząc złożyła mi jeszcze jeden pocałunek i ścisnęła mojego kutasa. Pożegnały nas uśmiechy. A ja z powodu tabletek i zmęczenia zapadłem w sen. Obudziła mnie dopiero mama pytając czemu leże w takim nieładzie.

Ubierając koszulkę oraz dresy, które wcześniej zjadłem znalazłem na kartce napisany numer telefonu z dopiskiem W. Schowałem go do kieszeni i raz jeszcze udaliśmy się do ortopedy. Wiktorii niestety już nie zastałem – ale to się zmieni. Z nogą było w porządku. Miałem leżeć i odpoczywać wraz z bandażem elastycznym. Na szczęście skręcenie nie było poważne przez co skończyło się na tabletkach. Służba zdrowia wcale nie musi być taka straszna.

Podobne wpisy

Przeczytałaś? Oceń!
Autor

1 Comment

Napisz komentarz

%d bloggers like this: