Trzecia, a zarazem ostatnia część trylogii o burzliwym romansie – a w zasadzie już miłości w pełnej krasie – Anastazji Steele i tytułowego Christiana Greya. Czy najnowsza odsłona filmu wniosła coś nowego? Czy film stoi tym samym poziomem co pozostałe dwie części? Zapraszam do mojej recenzji.

O fabule

O fabule można napisać krótko – że istnieje. Nie jest wymagająca dla widza, nie narzuca na nas kilogramów akcji – jest prosta i przejrzysta. Momentami być może za prosta, ale szczerze mówiąc mi to nie przeszkadzało. Nie jestem krytykiem filmowym – od czasu do czasu lubię obejrzeć prosty film i do takich zaliczam właśnie trylogie Greya.  

Co do reszty – nie zafunduję wam spoilera jeśli napisze, że film zaczyna się złożeniem sobie ślubnej przysięgi przez głównych bohaterów. Potem akcja zaczyna nabierać tempa. Przerwane wakacje. Sabotaż serwerowni biura Greya. Chwile niebezpieczeństwa przerywane ładnymi widoczkami oraz scenami seksu. Czarnym charakterem jest tu oczywiście znany z drugiej części – Jack Hyde. Film w tej konwekcji jest utrzymany do końca . Teoretycznie trzyma w napięciu lecz wiemy, że naszym bohaterom mimo wszystko nic złego stać się nie może. Fabuła jest nieskomplikowana przez co film ogląda się na ‘’jednym tchem’’. Historia nie zaskakuje nagłymi zwrotami akcji, aczkolwiek brakuje scen, które mogą zapaść w naszej pamięci.

Bohaterowie

Co do bohaterów. Mamy do czynienia z tymi samymi, co w poprzednich dwóch częściach. Nie pojawia się nikt nowy. Jest Ana, Christian, jego rodzeństwo, jej przyjaciele. Co do ich gry aktorskiej – zagrali dobrze. Pod tym względem nie za wiele zmieniło się od drugiej części. Może po za tym, że więcej czasu dostała Rita Ora (siostra Greya).

Niby nowe, a jednak…

Postawmy sprawę jasno. Ten film nie jest dla każdego. Jeśli jesteś widzem, który siada przed ekranem z nastawieniem, że to będzie zły film – zapewne tak go odbierzesz. Jeśli idziesz z nastawieniem, że film będzie okej – to takie też będą Twoje odczucia. Jeśli nie spodobała Ci się pierwsza część – nie brnij w to dalej, ale jeśli nie miałaś nic przeciwko wcześniejszym odsłonom – tutaj też się nie zawiedziesz. Trzecia część adaptacji E.L. James jest według mnie i tak lepsza niż poprzednie.  

Podsumowując

Nowe oblicze Greya to taka druga część z podkręconymi kilkoma aspektami. Ta na pewno jest nastawiona bardziej na akcję, ale nie brakuje scen seksu. Jeśli jesteś fanką Greya – możesz oglądać – śmiało. Jeśli nie – włącz coś innego. Jak wspomniałam – nie oczekiwałam od filmu czegoś zdumiewającego na miarę Oscara i się nie zawiodłam.

PS: Mam szczerą nadzieję, że zekranizowanie Trylogii Greya posunie dalsze tego typu produkcje do realizacji – zrobione w sposób lepszy i nie odbiegający tak od kanonu książkowego. Na ekranach kin brakuje dobrych erotyków w ostatnim czasie i być może się to zmieni. Serial na podstawie Crossa? Trylogia Piekła Gabierla? We will see…

Podobne wpisy

Przeczytałaś? Oceń!
Autor

Napisz komentarz

%d bloggers like this: